Na wstępie chciałam zakomunikowac, że wyrażenie "choruję na mudika" nie oznacza, że mam zarezerwowanego szczeniaka i za tydzień takowego odbieram. Nie oznacza on również "znudził mi się pies nr 1", jak to niektórzy mają w zwyczaju komentowac wprowadzanie do stada nowego osobnika. Żadna ilośc psów nie działa na szkodę czworonoga, o ile ma się wystarczającą ilosc czasu, by pracowac z każdym z osobna i z wszystkimi razem. Wszak psy to zwierzęta stadne i w grupie czują się znacznie lepiej.
Moja mudikowa choroba jest związana z agility oczywiście. Wykopałam skądś genialną mudiczkę z Węgier - Pletykę z Rebeką Rady. Suczka podoba mi się niesamowicie, jest szybka, ale i dosc ładnie zakręca, wymagało to chyba trochę pracy od przewodniczki. Tej pani przedstawiac chyba nie trzeba, ale musi pojawić się w spisie genialnych mudików. Dzięki opowiesciom Polony na seminarium mam wrażenie, że poznałam Sja osobiście i zakochałam się w jej osobowości. Wiele historii brzmiało bardzo znajomo i wydaje mi się, że Tess ma podobny charakter. Obie są wrażliwe, niezwykle przywiązane do przewodnika. Obie mają "ups and downs" i wymagają wyrozumiałości i odpowiedniego prowadzenia, by dac z siebie wszystko. Niestety, ja nie jestem na tyle mądrą życiowo i psio osobą jak Polona, ale ona sama mówiła, że wiele nauczyła się właśnie dzięki małej Sji, więc jest nadzieja! Urocza jest również Kiki, którą widziałam na zawodach na Słowacji. Wniosek z tego jest taki, że z mudikami biegają blondynki ;)
Zachwycają mnie opisy, które mówią, że mudi ma w sobie coś terrierowatego, ponieważ moim zdaniem idealnym psem byłby właśnie owczarek pomieszany z terrierem. Od owczarków wzięłabym chęc współpracy, skupienie na zadaniu, sposób myślenia, a od terrierów upartośc, zadziornosc i nieustępliwośc w dążeniu do celu. Ale... psy idealne są nudne ;)
Dla zaciekawionych tematem artykuł Polony na temat mudi i owczarków chorwackich.
PS. Najbardziej zniechęcają mnie te ich loczki... Są obrzydliwe!
1 lipca 2011
28 czerwca 2011
Agilitując na Śląsku
Nie pisałam dosc długo agilitowych elaboratów, gdyż aktualnie szlifuję techniczne niuanse. Jestem bardzo zadowolona z Teśkowego biegania - coraz częściej odnoszę wrażenie, że doskonale się rozumiemy i Tesinek uważnie czyta moje rozpaczliwe sygnały.
W ostatni weekend, podobnie jak i dwa tygodnie temu, byliśmy na zawodach agility na Śląsku. Podziwiam sama siebie, że chce mi się tłuc tyle godzin, by trochę pobiegac z psem i spotkac się z równie niezrównoważonymi ludźmi ;) To się nazywa pasja! Wrażenia są nieco rozbieżne - dwa tygodnie temu wybiegałyśmy dwie łapki do A3, czyste agility open z ładnym czasem - na kwalifikacjach do MŚA, więc nawet załapałyśmy jakieś punkty, a teraz zdisowałam obydwa egzaminy, ale nie detką w stylu Teśkowym, czyli idealny bieg z momentem "OOO!" i dyskwalifikującym, tylko po prostu brzydką detką. Byc może to kwestia mojego rozpaczliwego unikania przechodzenia do A3, bo nie chce wrzucac mojego młodziutkiego Tesinka na głęboką wodę. Nic dobrego by z tego nie wyszło - dużo zakrętów działałoby spowalniająco i, o zgrozo, zniechęcająco. Pobiegamy sobie w A2, gdzie można próbowac nowych rzeczy, a torki są wymagające, ale nieskomplikowane.
W ostatni weekend poszalałyśmy w openach - dwa agility open na czysto po mistrzach Pipi i Sunday, jumping z detką w BARDZO Tesim stylu - ale przebieg był piękny!, zbierając punkty do podsumowania Mistrzostw Śląska. Niestety, z powodów odległosciowych musiałyśmy wyjechac wcześniej i ominął nas jeden bieg, przez co Teśka nie została Silesia Championem ;) Ale biegi mi się podobały i w związku z tym, że biegam dla biegania, a nie dla tytułów, jestem zadowolona.
Poza tym, gdybyśmy teraz zgarniały wszystkie możliwe nagrody, a nasze przebiegi byłyby idealne, to nie miałabym do czego dążyć, prawda? Do wszystkiego dochodzi się etapami.
Kto się tak pięknie detkuje? :)
http://www.youtube.com/watch?v=ZehnniKe4Wk
I jeszcze coś sprzed dwóch tygodni:
agility open - http://www.youtube.com/watch?v=HhD5sRzyZr8
SA2 - http://www.youtube.com/watch?v=Nbz7o6fdty0
W ostatni weekend, podobnie jak i dwa tygodnie temu, byliśmy na zawodach agility na Śląsku. Podziwiam sama siebie, że chce mi się tłuc tyle godzin, by trochę pobiegac z psem i spotkac się z równie niezrównoważonymi ludźmi ;) To się nazywa pasja! Wrażenia są nieco rozbieżne - dwa tygodnie temu wybiegałyśmy dwie łapki do A3, czyste agility open z ładnym czasem - na kwalifikacjach do MŚA, więc nawet załapałyśmy jakieś punkty, a teraz zdisowałam obydwa egzaminy, ale nie detką w stylu Teśkowym, czyli idealny bieg z momentem "OOO!" i dyskwalifikującym, tylko po prostu brzydką detką. Byc może to kwestia mojego rozpaczliwego unikania przechodzenia do A3, bo nie chce wrzucac mojego młodziutkiego Tesinka na głęboką wodę. Nic dobrego by z tego nie wyszło - dużo zakrętów działałoby spowalniająco i, o zgrozo, zniechęcająco. Pobiegamy sobie w A2, gdzie można próbowac nowych rzeczy, a torki są wymagające, ale nieskomplikowane.
W ostatni weekend poszalałyśmy w openach - dwa agility open na czysto po mistrzach Pipi i Sunday, jumping z detką w BARDZO Tesim stylu - ale przebieg był piękny!, zbierając punkty do podsumowania Mistrzostw Śląska. Niestety, z powodów odległosciowych musiałyśmy wyjechac wcześniej i ominął nas jeden bieg, przez co Teśka nie została Silesia Championem ;) Ale biegi mi się podobały i w związku z tym, że biegam dla biegania, a nie dla tytułów, jestem zadowolona.
Poza tym, gdybyśmy teraz zgarniały wszystkie możliwe nagrody, a nasze przebiegi byłyby idealne, to nie miałabym do czego dążyć, prawda? Do wszystkiego dochodzi się etapami.
Kto się tak pięknie detkuje? :)
http://www.youtube.com/watch?v=ZehnniKe4Wk
I jeszcze coś sprzed dwóch tygodni:
agility open - http://www.youtube.com/watch?v=HhD5sRzyZr8
SA2 - http://www.youtube.com/watch?v=Nbz7o6fdty0
21 czerwca 2011
Czerwcowo zdjęciowo
Dawno nie było fotopostu, więc postanowiłam to naprawic! :D













Podczas gdy Aidi jest urodzonym modelem, Tesinek prezentuje całą gamę idiotycznych poz, min i wszystkiego. Ale i tak jest najsłodszym prawie-smooth-sheltie na całym świecie!
Podczas gdy Aidi jest urodzonym modelem, Tesinek prezentuje całą gamę idiotycznych poz, min i wszystkiego. Ale i tak jest najsłodszym prawie-smooth-sheltie na całym świecie!
10 czerwca 2011
Pies w wielkim mieście - Londyn
Dzięki mojej pasji miałam okazję byc w przeróżnych miastach Polski, chociaż zazwyczaj oglądałam tam tylko stadiony i hotele ;) Postanowiłam więc wybrac się do miasta, w którym zobaczę coś więcej, niż tylko psie rewelacje. Poleciałam do Londynu, metropolii, która kojarzy się z wieloma rzeczami, ale na pewno nie psami. Poleciałam, by przekonac się na własne oczy i oto teraz jestem gotowa wydac sprostowanie!
6 milionów mieszkańców przeróżnych narodowości i umaszczenia, niezliczona ilosc sklepów i piętrowych autobusów. Wielki Ben, Westminster, Tower Bridge i inne urocze zabytki. A pośrodku tego dzielne psy, które pomimo londynskiego smogu wiodą szczęśliwe życie :)
Londyn jest miastem umiarkowanie przyjaznym psom. W samym miescie jest mnóstwo parków, w których nie tylko dozwolone jest spacerowanie z psem, ale także spuszczanie ich ze smyczy! Parki londyńskie są niezwykłe - zachowana jest tam równowaga pomiędzy równiuteńko przyciętą trawką, a obszarami stylizowanymi na dzikie łąki. Na drzewach wiewiórki, przy jeziorkach kaczki, gęsi i inne ptaszyska, które widziałam po raz pierwszy. A na trawach brak kup.
Oczywiscie jesli ktoś zamieszkuje ścisłe centrum, może byc cięzko, ale w przeciwnym razie - posiadanie psa nie jest niczym niezwykłym. Zarówno autobusami, jak i metrem, można podróżowac z psem, mało tego - nie trzeba za to płacic. Wystarczy wyjechac kilometr od miasta, a już znajdziemy się na uroczym pustkowiu, malowniczych brytyjskich nizinach. Cudnie!
Byc może to moja kuzynka zaaranżowała całą wycieczkę w ten sposób, usiłując namówic mnie do rozważenia pomysłu zamieszkania tam na stałe, możliwe, jednak Londyn wydaje mi się miastem absolutnie wolnym, także pod względem posiadania czworonoga. Drogim, owszem, ale nikt tam nie spojrzy krzywo na nikogo, a jeśli ktoś już się przygląda, można byc pewnym, że robi to z uśmiechem na twarzy. A niektórych kawiarni na przemieściach pilnują bordery, naprawdę!
6 milionów mieszkańców przeróżnych narodowości i umaszczenia, niezliczona ilosc sklepów i piętrowych autobusów. Wielki Ben, Westminster, Tower Bridge i inne urocze zabytki. A pośrodku tego dzielne psy, które pomimo londynskiego smogu wiodą szczęśliwe życie :)
Londyn jest miastem umiarkowanie przyjaznym psom. W samym miescie jest mnóstwo parków, w których nie tylko dozwolone jest spacerowanie z psem, ale także spuszczanie ich ze smyczy! Parki londyńskie są niezwykłe - zachowana jest tam równowaga pomiędzy równiuteńko przyciętą trawką, a obszarami stylizowanymi na dzikie łąki. Na drzewach wiewiórki, przy jeziorkach kaczki, gęsi i inne ptaszyska, które widziałam po raz pierwszy. A na trawach brak kup.
Oczywiscie jesli ktoś zamieszkuje ścisłe centrum, może byc cięzko, ale w przeciwnym razie - posiadanie psa nie jest niczym niezwykłym. Zarówno autobusami, jak i metrem, można podróżowac z psem, mało tego - nie trzeba za to płacic. Wystarczy wyjechac kilometr od miasta, a już znajdziemy się na uroczym pustkowiu, malowniczych brytyjskich nizinach. Cudnie!
Byc może to moja kuzynka zaaranżowała całą wycieczkę w ten sposób, usiłując namówic mnie do rozważenia pomysłu zamieszkania tam na stałe, możliwe, jednak Londyn wydaje mi się miastem absolutnie wolnym, także pod względem posiadania czworonoga. Drogim, owszem, ale nikt tam nie spojrzy krzywo na nikogo, a jeśli ktoś już się przygląda, można byc pewnym, że robi to z uśmiechem na twarzy. A niektórych kawiarni na przemieściach pilnują bordery, naprawdę!
25 maja 2011
Bo gdy się trenuje agility...
... to całe życie psa wygląda inaczej. To zdanie naprawdę nie wynika z tego, że jestem w agility bezgranicznie zakochana i praktycznie połowa mojego życia z psami obraca się wokół tego, skądże znowu ;) Wnioskuje to z tego, że po pierwsze pies uprawiający sport ma inną kondycję fizyczną. Dlatego też ważna jest regularna dawka ruchu, optymalne porcjowanie wysiłku fizycznego, rozgrzewki i tym podobne rzeczy. W wyniku niezrównoważonej ilosci ruchu pies może kulec, odczuwac ból mięśni, dyskomfort fizyczny. Mając przy tym na względzie to, że nie powie on "hej, trochę się zmęczyłem, może zrobimy przerwę?" bywa to niesamowicie trudne. Przekonałam się o tym niedawno, fundując Tesi okresową kulawiznę, która przeraziła mnie nieco, nakłoniła do wcześniejszego RTG bioderek (HD A/A) i wizyty u neurologa. Chociaż okazało się, że wszystko jest w porządku, jeszcze większą uwagę przykładam do tego rozważnego biegania, pomimo tego, że nigdy nie zaniedbywałam rozgrzewek ani opcjonalnego przemęczenia fizycznego.
Inna sprawa to samo samopoczucie psychiczne. Ruch na świeżym powietrzu uspokaja, dostarcza więcej tlenu, usprawnia krążenie, przez co czujemy się orzeźwieni i szczęśliwi. Z psami jest podobnie, z tym że fundując im pracę fizyczną połączoną z zajęciem dla umysłu, sprawiamy, że czują się potrzebne. Jestem zwolenniczką poglądu, że niektóre instynkty nie wygasają i psy nadal mają potrzebę służby. O ile skuteczniejsza i przyjemniejsza jest praca na torze od bezsensownego pilnowania kapci!
Jeśli chodzi o więź z psem, to moim zdaniem nie jest to oczywiste. Działa to trochę jak system naczyn połączonych - zarówno więź pomaga na torze, jak i ją umacnia, ale nie można liczyc, że z momentem pierwszego treningu powstanie nierozerwalny, nadrzędny dla psa związek właściciel-pies. To, co dzieje się poza torem, ma ogromny wpływ na zachowanie na torze. Treningi agility nie są lekarstwem na brak zrozumienia między przewodnikiem a czworonogiem. To tylko jedna z doskonałych dróg do osiągnięcia cudownej relacji wraz ze swoim psem.
PS. Tesia jest w A2 ;)
Inna sprawa to samo samopoczucie psychiczne. Ruch na świeżym powietrzu uspokaja, dostarcza więcej tlenu, usprawnia krążenie, przez co czujemy się orzeźwieni i szczęśliwi. Z psami jest podobnie, z tym że fundując im pracę fizyczną połączoną z zajęciem dla umysłu, sprawiamy, że czują się potrzebne. Jestem zwolenniczką poglądu, że niektóre instynkty nie wygasają i psy nadal mają potrzebę służby. O ile skuteczniejsza i przyjemniejsza jest praca na torze od bezsensownego pilnowania kapci!
Jeśli chodzi o więź z psem, to moim zdaniem nie jest to oczywiste. Działa to trochę jak system naczyn połączonych - zarówno więź pomaga na torze, jak i ją umacnia, ale nie można liczyc, że z momentem pierwszego treningu powstanie nierozerwalny, nadrzędny dla psa związek właściciel-pies. To, co dzieje się poza torem, ma ogromny wpływ na zachowanie na torze. Treningi agility nie są lekarstwem na brak zrozumienia między przewodnikiem a czworonogiem. To tylko jedna z doskonałych dróg do osiągnięcia cudownej relacji wraz ze swoim psem.
PS. Tesia jest w A2 ;)
22 lutego 2011
Lepiej gdy pies jest
Lepiej jest psa miec, niż nie miec. Z posiadania psa wynikają prawie same korzyści. Owszem, czasem się człowiek nachodzi, bo wyprowadzic trzeba, jeśc dac, piłkę rzucic - a w przypadku Aidka samemu ją sobie potem przyniesc). Ale:
- jeśli człowiekowi spadnie coś do jedzenia, to nie musi tego sprzątac, bo zje to pies (nie dotyczy rzeczy ogólnie przyjętych jako szkodliwe dla psa)
- jeśli człowiekowi udało się czegoś nie upuścic i aktualnie znajduje się w fazie konsumpcji, to na pewno nie spożyje tego do końca, bo wpatrują się w niego ślepia psa-który-nie-jadł-od-miesiąca-a-właściwie-to-nigdy, a co za tym idzie - zrzuci zbędne kilogramy!
- jeśli człowiek jednak czuje potrzebę upuszczenia czegoś, to może byc to na przykład rękawiczka na spacerze, a pies (nie Aidi!) z radością ją znajdzie i przyniesie, lecz
- jeśli człowiek nieświadomie zostawia różne rzeczy typu ogryzki, chusteczki do nosa, notatki, skarpetki w miejscu osiągalnym dla psa, automatycznie przystępuje do programu "Domowy Recykling", w ramach którego pies niepostrzeżenie anektuje przedmioty objęte programem. Ekologiczny pies zwalcza bałagan, dbając o dobre samopoczucie właściciela! Ów przedmioty już nigdy nie będą wyglądac tak samo...
- jeśli człowiekowi spadnie coś do jedzenia, to nie musi tego sprzątac, bo zje to pies (nie dotyczy rzeczy ogólnie przyjętych jako szkodliwe dla psa)
- jeśli człowiekowi udało się czegoś nie upuścic i aktualnie znajduje się w fazie konsumpcji, to na pewno nie spożyje tego do końca, bo wpatrują się w niego ślepia psa-który-nie-jadł-od-miesiąca-a-właściwie-to-nigdy, a co za tym idzie - zrzuci zbędne kilogramy!
- jeśli człowiek jednak czuje potrzebę upuszczenia czegoś, to może byc to na przykład rękawiczka na spacerze, a pies (nie Aidi!) z radością ją znajdzie i przyniesie, lecz
- jeśli człowiek nieświadomie zostawia różne rzeczy typu ogryzki, chusteczki do nosa, notatki, skarpetki w miejscu osiągalnym dla psa, automatycznie przystępuje do programu "Domowy Recykling", w ramach którego pies niepostrzeżenie anektuje przedmioty objęte programem. Ekologiczny pies zwalcza bałagan, dbając o dobre samopoczucie właściciela! Ów przedmioty już nigdy nie będą wyglądac tak samo...
15 lutego 2011
Kwalifikacje do MŚ Agility Syców
Tesinek Mistrzem Wszechświata, albowiem mamy dwie, DWIE łapki do A2! Oznacza to dwa czyste, wygrane przebiegi na drugich zawodach openowych. Chociaż zawsze wiedziałam, że Tesia jest genialna, nie przypuszczałam, że aż do tego stopnia ;)
Oprócz owych dwóch egzaminów nie mamy się zbytnio czym chwalic. Biegi openowe bez sukcesów, za to z bardzo przyjemnymi akcentami, typu WSZYSTKIE zaliczone strefy. Palisada jest bez zarzutu, huśtawka do dopracowania, kładka również. Były też sekwencje, które wyszły dokładnie tak, jak zaplanowałam, i nawet ładnie to wyglądało.
Zdecydowanie muszę nauczyc się ufac własnemu psu. Mamy świetnie zrobiony slalom, no może oprócz tego, że cwiczony na 10, a nie 12 tyczkach, przez co Teśce zdarza się zaprotestowac (tak, ten pies liczy ;) Cudowne wejścia, absolutnie niezależnie - ja stoję, za pies zapierdziela. Nie mam więc pojęcia, dlaczego nie potrafiłam z tego skorzystac, zakładając, że nie wyjdzie tak, jak miało. Następnym razem nie przyblokuję mojego psa tylko dlatego, że wydaje mi się, że ona nie da rady. Bo już nie raz udowodniła, że potrafi. Dowód :)
Oprócz owych dwóch egzaminów nie mamy się zbytnio czym chwalic. Biegi openowe bez sukcesów, za to z bardzo przyjemnymi akcentami, typu WSZYSTKIE zaliczone strefy. Palisada jest bez zarzutu, huśtawka do dopracowania, kładka również. Były też sekwencje, które wyszły dokładnie tak, jak zaplanowałam, i nawet ładnie to wyglądało.
Zdecydowanie muszę nauczyc się ufac własnemu psu. Mamy świetnie zrobiony slalom, no może oprócz tego, że cwiczony na 10, a nie 12 tyczkach, przez co Teśce zdarza się zaprotestowac (tak, ten pies liczy ;) Cudowne wejścia, absolutnie niezależnie - ja stoję, za pies zapierdziela. Nie mam więc pojęcia, dlaczego nie potrafiłam z tego skorzystac, zakładając, że nie wyjdzie tak, jak miało. Następnym razem nie przyblokuję mojego psa tylko dlatego, że wydaje mi się, że ona nie da rady. Bo już nie raz udowodniła, że potrafi. Dowód :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)