Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agility. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agility. Pokaż wszystkie posty

8 października 2012

Mistrzostwa Świata Agility 2012, Liberec, Czechy

W dniach 4-7 października 2012 roku miałyśmy przyjemność reprezentować Polskę na Mistrzostwach Świata Agility zarówno indywidualnie, jak i drużynowo. Była to impreza przepełniona pozytywnymi emocjami, zakręconymi ludźmi, muzyką, tańcami. Na kilka dni stałam się członkiem wielkiej agilitowej wspólnoty, która świętowała sam fakt istnienia tego sportu i bycia tam razem z ludźmi dzielącymi pasję.

Oczywiście, zawodnicy nie mieli już tak różowo ;) Presja była ogromna i musiałam wykonać kawał mentalnej roboty, by w ogóle być w stanie pobiec na hali pełnej ludzi, dreptając na tym samym trawniku, co światowa czołówka. Na szczęście była tam ze mną i najwspanialsza trenerka i nie tylko, Olga ;), niezawodny teamleader Justyna i wielu innych, służących dobrym słowem i uśmiechem. Oprócz tego poznałam mnóstwo ludzi, zagadałam do tych, z którymi zawsze chciałam porozmawiać i zostałam zaczepiona przez tych, którzy chcieli poznać moje psy :)

Czwartek rozpoczęliśmy namiastką treningu, czyli kilkoma minutami, które służyły bardziej zapoznaniu psów z podłożem i przeszkodami, niż trenowaniem czegokolwiek. Następnie ceremonia - nudnawa, ale sam fakt bycia tam, na wielkiej płycie, był naprawdę miły. Potem kilka biegów lardżowych, tytułem wstępu do tego, co miało się dziać przez najbliższe kilka dni. A działo się, działo... Piątek, sobota, niedziela minęły mi w agilitowej gorączce, na oglądaniu biegów mistrzów, wizualizacjach, trenowaniu umysłu i wyszukiwaniu psów i przewodników godnych uwagi. Niezwykłe doświadczenie, obserwować biegi idealne (jeden z biegów Silvi Trkman - nic nie można było poprawić, było perfekcyjnie!), opanowanie i umiejętności, ale również wpadki tych najlepszych. Łatwiej pogodzić się z własnymi niedoskonałościami, gdy okazuje się, że Twoje sportowe bóstwa również miewają gorsze dni.

Tesiek był Mistrzem Świata - trzy zaliczone biegi, dwa czasy w pierwszej dziesiątce, wszystkie cztery były piękne i ciaśniutkie.

Pierwszy bieg zaliczyłyśmy na czysto, był to jumping drużynowy, z którego niestety nie mam filmiku ;( Kończąc na 8 miejscu!

Agility drużynowe - pechowo Fifi wyszła ze slalomu, oczywiście była to moja wina, za bardzo na nią "naciskałam", ale szybko poprawiłyśmy i pędziłyśmy dalej ;) Polska drużyna Small zajęła 13 miejsce.



Indywidualny jumping - DIS - paradoksalnie mój ulubiony bieg, który spartoliłam po całości. Urok szybkiego psa - jeden niewłaściwy ruch i pozamiatane.



Indywidualne Agility, nasz ostatni bieg, na wielkim zmęczeniu i przytłaczających emocjach. Fifi zrobiła coś, co jej się nie zdarza... zrzuciła tyczkę. Po zrzutce obsługa toru rzuciła się do poprawy, ale średnio im to wyszło, jak można zobaczyć na filmiku. Ale bieg przyzwoity z bardzo dobrym czasem.



Dzięki tej wpadce tyczkowych znalazłyśmy się w bloopersach;)

Kilka zdjęć autorstwa Katki Szczepkowskiej i innych fotografów:


















25 marca 2012

CSI 2012, Motesice, Słowacja

Tydzień temu byłyśmy na zawodach w Motesicach na Słowacji. Nie dość, że stawka była iście gwiazdorska, europejska śmietanka, to jeszcze miejsce jest absolutnie cudowne. Zawody odbywają się na końskiej hali na dwóch ringach, wokół są piękne tereny, po których można spacerować do woli. Pogoda również dopisała - było cieplutko i słonecznie, więc miałyśmy przesympatyczny weekend :)

Tesinek wygrał jeden ze swoich biegów, jumping A3, który był nieźle pokręcony:



Miałyśmy też bardzo fajne agility open, które również byśmy wygrały, gdyby nie taka kretyńska odmowa po huśtawce:



Podobał mi się też egzamin A3, w którym Tesia ślicznie zakręcała, natomiast wypadła ze slalomu. W ogóle mam wrażenie, że po pierwszym biegu w sobotę coś się szelciakowi przestawiło w główce. Tesia weszła dobrze do slalomu, jednak nie wyrobiła w kolejną tyczkę - wejście do slalomu było po prostej z zawrotką prawie 180 stopni. Poprawiłam oczywiście, ale Tenia stwierdziła, że będzie wchodzić do slalomu dobrze, ale ominie sobie trzecią tyczkę. I w 3 biegach postawiła na swoim.



Mam nadzieję, że Tesi się taki sposób na slalom szybko odwidzi, w przeciwnym razie będziemy musiały wrócić do kilku tyczek i ćwiczeń Susan.

CSI to Celebration:Spring:International i ta nazwa idealnie do nich pasuje. Ostatnim razem byłam w Motesicach w listopadzie i było przeraźliwie zimno. Znacznie bardziej podoba mi się opcja wiosenna ze słoneczną pogodą i spacerkami z przedstawicielami różnych ras ;) Ach, mogłoby być więcej jakich weekendów...

9 marca 2012

Kwalifikacje do Mistrzostw Świata Agility, Syców

25-26.02.2012 odbyły się Kwalifikacje do Mistrzostw Świata Agility w Sycowie. Moja mała gwiazda zaprezentowała się świetnie, chociaż nie miałam dla niej tyle czasu, ile bym chciała, ponieważ zawody organizowane były przez mój klub - Extreme Dog. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak zapracowani są organizatorzy podczas takiego weekendu, jak bardzo staramy się, żeby wszystko przebiegało bezproblemowo i wszyscy bawili się świetnie. Mam nadzieję, że zawodnicy wracali do domów w równie dobrym nastroju, co ja. Oprócz dobrego nastroju towarzyszyło mi ogromne legowisko, jeszcze większy puchar i kilka medali, ale po kolei.

W piątek wieczorem po rozkładaniu wykładziny i przenoszeniu przeszkód mieliśmy okazję trochę poćwiczyć i zapoznać psiaki z nietypowym podłożem. Biegałyśmy już na tej wykładzinie w zeszłym roku i Tesia radziła sobie umiarkowanie dobrze. W tym roku zauważyłam znaczną poprawę, być może wynika to z tego, że ma dobrze rozwinięte mięśnie, spaceruje i biega po różnych powierzchniach lub po prostu ma większe doświadczenie. Zdecydowanie ślizgała się mniej od cięższych i większych psów, dzięki czemu uzyskałyśmy kosmiczne czasy w porównaniu do kategorii large :)

W sobotę zawody rozpoczęły się egzaminami. Nasz przebieg A3 potraktowałam dość trochę rozgrzewkowo. Miałyśmy mały konflikt przy slalomie, który był trochę dziwny, zważywszy na to, że nawet w piątek takie wejścia ćwiczyłyśmy, jednak sędzia nie przyznał nam odmowy, więc wylądowałyśmy na 2 miejscu, zaraz po Oldze i super spanielu :)



Następny był jumping, na którym już można było zdobyć punkty kwalifikacyjne. Pobiegłyśmy na czysto, w euforii pobiegłam na dwór nagrodzić sukę i pobawić się z nią trochę. Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie okazało się, że jesteśmy na 1 miejscu!!! I to ze sporą przewagą czasową.


Agility open było biegane w kolejności odwrotnej do miejsc zajmowanych w jumpingu, więc emocje należy podnieść do kwadratu. Wejście w slalom po prostu okrutne, ale ćwiczyłyśmy to i wiedziałam, że mój Tesinek da radę. Niestety, rady nie dałam ja - zamiast poczekać chwilę i do slalomu ją wysłać, pobiegłam za daleko, dziewczyny mówiły również, że pomachałam jej ręką, Tesia już na slalom patrzyła, ale zmyliłam ją... Detka z mojej winy. Za to bieg był piękny, piękna huśtawka i wszystkie zmiany.


W niedzielę zaczynaliśmy jumping open, spóźniłam się na zapoznanie z torem, więc na ogarnięcie przebiegu miałam dosłownie chwilę. Co gorsza, musiałam pobiec z Teśką bez porządnego rozgrzania suki. Z tego powodu, pomimo czystego biegu, zajęłyśmy miejsce 4. Tesinek po prostu jeszcze spał.



Kolejnym biegiem było agility open, znów biegane zgodnie z zajmowanym miejscem. Stres był ogromny, potrzebowałam chwili skupienia dla siebie i suczki, robiłam wizualizacje i starałam się nie zapomnieć o oddychaniu. Pomimo ogromnych emocji, udało nam się! Czysty przebieg, ciasny, szybki, idealny w każdym calu. Najlepszy czas, drugi czas z wszystkich kategorii - SML, zaraz po Bravce. No i jedyny nienagrany przebieg ;) W związku z tym wylądowałyśmy na 1 miejscu w klasyfikacji łącznej open!!!

Na koniec egzamin A3. Przebieg już na luzie. Sędzia pokazał błąd na huśtawce, ale moim zdaniem zaliczyła ją. Nie podobała mi się za to kładka, ale Teśka zrobiła tak sobie w nagrodę za wygraną łączną :) Miałyśmy też najlepszy czas.



W sobotę odbył się jeszcze dodatkowy jumping z wypasionymi nagrodami w stylu 50% wycieczki do Maroka i wyprawa w Góry Izerskie na skuterach, ale uroczo go zdetkowałyśmy. Niemniej jednak - zawody zaliczam do udanych!!!


PS. Smarcik znalazł dom!

31 sierpnia 2011

Ćwiczenia psa sportowca

W dbałości o kondycję fizyczną mojego psiego sportowca, robimy masę cwiczeń fizycznych. Teśka jest młoda, zdrowa, więc większośc z nich przychodzi jej z łatwością. Inaczej sprawa wygląda z Dusiem - ma chore rzepki, więc staram się wplatac elementy rehabilitacyjne w jego życie codzienne i jednocześnie mam tę świadomość, że nie wolno mi przesadzić. W internecie wygrzebałam bardzo fajny artykuł, który w temacie cwiczeń zachowuje zdrowy rozsądek. Poniżej lista cwiczeń dla psów, którym zaawansowane sztuczki przychodzą z trudnością(swoją drogą, może wszystkie posty na forach "nie mogę nauczyc psa... wiążą się właśnie z ograniczeniami fizycznymi?) lub są starsze i nie potrafią w jednej sesji klikerowej rozwinąć tych partii mięśni, które były uśpione przez lata. Prawdopodobnie robi je większośc posiadaczy psów, ale niewiele zdaje sobie z tego sprawę ;)

Wzmacnianie mięśni zadu i kończyn tylnych

Chociażby najprostsze stanie na tylnych łapach, obroty podczas stania na tylnych łapach - niemożliwie wzmacnia ich mięśnie. Ćwiczenia tego typu poprawiają także technikę skoku - pies wybija się z większą siłą, są też niezastąpione, by przywrócic psu siłę po kontuzji tylnych łap czy kręgosłupa. Najmniej intensywne jest "tańczenie" z psem, a także wchodzenie pod górę na wzniesieniu (np. na spacerze).

Wzmacnianie świadomości zadu

Czyli rzecz wałkowana przez agilitowców bez pamięci ;) Sztuczki uaktywniające tylne łapy nie tylko poprawiają świadomośc zadu, ale także rozciągają, rozbudowują masę mięśniową, poprawiają równowagę. Można zacząc od zwykłego kołysania psiego zadka podczas gdy on stoi, stopniowo przenosząc się na bardziej niestabilne powierzchnie, takie jak materac czy piasek. Niezwykle pomocna będzie piłka rehabilitacyjna - jednym z cwiczeń jest umieszczenie przednich łap na piłce i delikatne kołysanie nią. Zaleca się także cwiczenie ósemek na dystansach przystosowanych do wielkości psa, który można stopniowo zmniejszac. Po rozruszaniu mięsni można wziąc się za ósemki tyłem, uwielbiam tę sztuczkę!

W artykule szarpanie się szarpakiem jest wspomniane jako równie rozwijające, ale należy pamiętac, by trzymac go poziomo. (Pomyślmy, mając szelciaka można nabawic się kontuzji kręgosłupa ;) Podobnie z chodzeniem i utrzymywaniem równowagi na niepewnej powierzchni - desce położonej na zwiniętym ręczniku na przykład. Na samym końcu wspomniane jest targetowanie tylnymi łapami (uwaga na kręgosłup!).

Ku mojej wielkiej radości autor artykułu wspomina również o chodzeniu po piasku i chodzeniu w wodzie, co potwierdza moją głośno manifestowaną teorię o przydatności urozmaiconych spacerów.

Wzmacnianie mięśni czworogłowych

Tutaj pojawiają się cwiczenia typu "siad" - "stój" - "siad" - 8-10 powtórzeń w 2-3 seriach, czołganie się i ukłony. Podnoszenie bocznych łap - obu czy też naprzemiennie - znakomicie wpływają także na równowagę. Jeśli ktoś nie jest w stanie nauczyc psa takiej sztuczki, warto od czasu do czasu podnosic psie kończyny samemu, trzymac 5-10s, 10 powtórzeń na każdą stronę.

Wzmacnianie mięśni kończyn przednich

Podnoszenie szanownego zadka psa i delikatne poruszanie się w przód i w tył, trudniejszą, ale wiemy, że możliwą ;), wersją jest nauczenie na chodzenia na przednich łapach. Innym cwiczeniem jest umieszczenie psa na kiwającej się desce w pozycji 2/2 ale w taki sposób, by jedna tylna kończyna była na jednym końcu "mini-huśtawki"*, a druga na drugim. Logiczne jest, że ta deska/książka, w zależności od rozmiaru psa, musi byc odpowiednio krótka. Bujamy powierzchnią w prawo i w lewo, przenosząc na zmianę ciężar ciała na prawą przednią łapę i na lewą przednią łapę. Najbardziej rozwijającą mięśnie przednich łap czynnością jest kopanie (spacery, spacery!), które można psu wyklikac.

Wzmacnianie pleców i kręgosłupa

Z konkretnych cwiczeń do tego działu można zaliczyc balansowanie. Potrzebna będzie nam piłka rehabilitacyjna bądź mini-huśtawka* wspomniana w poprzednim akapicie. Umieszczamy psa na piłce/desce (jednak powierzchnia nie powinna byc śliska) przodem do nas i powoli kołyszemy nim na boki. Ćwiczenie ma na celu przenoszenie ciężaru ciała na prawą i lewą stronę, powinno się cwiczyc różne warianty - stój, siad, waruj. Do głowy przychodzą mi również proste cwiczenia rozciągające na smaczka - nakłaniamy psa do dotknięcia głową prawego boku, lewego boku, schowania głowy między nogi, maksymalnego wygięcia do góry bez podnoszenia przednich łap. Ponownie ukłony, obrociki, można spróbowac robic "żabę" - prostowanie tylnych łap w waruju - ale trzeba pamiętac, że jest to cwiczenie wymagające.

Jest także osobny artykuł o cwiczeniach na piłce, na który mam wielki apetyt ;) Należy pamiętac, że większosc z tych zachowań jest dla psa nienaturalne i należy je za to obficie nagradzac. Jeśli zauważymy jakiekolwiek oznaki zmęczenia, cwiczenie powinno zostac przerwane. A jeśli ktoś nie ma cierpliwości do takiego stopniowego uaktywniania różnych partii mięśni, proponuję wyjśc z psem na ciekawy(dla psa) spacer lub złapac za kliker :)



*W Hameryce mają urządzonko zwane BOSU Ballance Trainer, służące właśnie do takich cwiczeń. Jest to piłka do cwiczeń przecięta w połowie z platformą na górze.

24 sierpnia 2011

PPA Sopot

Powinnam chyba bardziej dbac o agilitowe aktualizacje bloga, moja A3 SukSuczka(!!!) tego jak najbardziej wymaga.

13 i 14 sierpnia grzaliśmy dupki w Sopocie na zawodach z cyklu PPA. BAT jak zwykle stanął na wysokości zadania i ściągnął jedyną słuszną pogodę. Było cieplutko, słonecznie i pozytywnie. Torki sędziny, co do której byłam uprzedzona ze względu na jej "popis" na Mistrzostwach Świata sprzed paru lat - Anne Savioja, biegało mi się zaskakująco dobrze. Gorzej z zachowaniem na ringu - kilkoro zawodników zostało dosłownie wypchniętych po poprawieniu strefy, a sama sędzina spóźniła się w niedzielę.

Jako że obecna była Agatka od Nex, całe zawody mamy dokładnie udokumentowane :)

Tutaj obejrzec można nasze przejście z A2 do A3 z pierwszym miejscem:



Tutaj agility open na które poszlam bez zapoznania z torem - upał sprzyja ogólnemu rozluźnieniu i rozkojarzeniu ;) Wybroniłyśmy się dosyc dzielnie, choc większosc przeszkód była dla mnie niespodzianką. Skończyłyśmy na trzecim miejscu, ale niestety w wyniku pomylenia karteczek nie uhonorowano nas podium, a jedynie nagrodą specjalną.



Jumping open z niedzieli, 1 miejsce, bardzo przyjemny, dzięki niemu skończyłysmy na 2 miejscu w łącznej, bo agility open było z odmową (której się w tym miejscu spodziewałam ;)



NIESPODZIANKA!

Ten sam jumping z Frrr, którą sobie bezczelnie wypożyczyłam ;) Jak widac, byłam dosyc przejęta. Na tyle, żeby zapomniec, że Freja nie jest wielkości wiewiórki i potrzebuje więcej miejsca na skok, odkryłam to stojąc i czekając na nią przy tunelu, postanowiłam dzielnie się wybronic i... pomyliłam strony, owszem, potrzebny był krok, ale nie do tyłu, lecz do przodu. To takie niesprawiedliwie, że w momencie zrzucenia tyczki przez człeka otrzymuje się detkę!



Najlepsze zostawiłam na koniec. Oto egzamin A1, który wygrałam Fufrem, zdobywając łapeczkę pierwszego dnia wspólnego biegania :) Najlepsze, ponieważ uszczęśliwiło najwięcej istot - mnie, Anię, Frytkę, no i Tesunię, bo jak ja się cieszę, to ona też.




2 sierpnia 2011

European Open 2011

Wraz z Tesinkiem pokonałyśmy miliony kilometrów by uczestniczyc w jednej z największych imprez agilitowych ever. Całe wydarzenie można podsumowac jednym słowem - PRZEFANTASTYCZNE! Złożyło się na to mnóstwo rzeczy: Teśka i jej znakomite bieganie, możliwość oglądania biegów światowej czołówki i wspaniała atmosfera, wspaniali ludzie. Aczkolwiek był to wyjazd z niespodziewajkami ;)

Nasza przygoda rozpoczęła się w czwartek rano, gdy spakowałyśmy manatki po tygodniowym pobycie w górach i wyruszyłyśmy do Wrocławia. U Olgi dokonał się przeładunek nr 2, a po dwóch godzinach przeładunek trzeci do wesołego pyrkowo-spanielowo-wiewiórkowego busa :) Przez większośc drogi padało, tudzież lało, lub też kropiło, ale dobry nastrój nas nie opuszczał. Późnym wieczorem dotarliśmy na nasze pole namiotowe (na szczęście nie padało!) i spotkaliśmy pierwszych znajomych. Organizatorzy sprawili nam niespodziankę w postaci jednego pomieszczenia z czterema natryskami - co oznaczało, że można było wykąpac się w całkiem miłym towarzystwie :D

Piątek był dniem treningowym. Nasz trening wypadał około 12, więc miałam okazję obejrzeć drużyny przed momentem dla Teśki. 1/3 zgłoszonych zawodników z Polski w ogóle się nie pojawiła, więc te pół godziny, które wcześniej wydawały mi się absurdem (co 32 psy mogą poćwiczyc przez pół godziny?!) okazały się wystarczającą ilością czasu by naprawdę dobrze przygotowac psa. Zwłaszcza, że mieliśmy dwa ringi podzielone na pół. Teśka na treningu biegała wspaniale, pomimo sporej publiczności i nadzoru sędziów, dałam radę się skupic na psie, co się ceni ;) Po południu wybraliśmy się na krótką wycieczkę po okolicy, a wieczorem na oficjalne rozpoczęcie. Przemaszerowałyśmy w biało-czerwonej koszulce przez stadion, wpadliśmy do knajpy w zestawie polsko-czesko-słoweńskim i poszliśmy spac, myjąc się uprzednio pod kranem przy stadionie, gdyż prysznice były już nieczynne :D

Wcześnie rano w sobotę popędziłam najpierw pod prysznic, a potem na stadion, obserwowac przebiegi od samego początku. Zawody odbywały się na dwóch boiskach, jeden S/M, drugi L, i na każdym były dwa ringi. W klasie small i medium startowało po 150 psów, w largach bodajże ok. 300, więc było co oglądac. Podczas oglądania nauczyłam się toru, więc na zapoznanie poleciałam tylko by dopracowac szczegóły. O dziwo, nawet nie zżerał mnie stres - czułam się tam trochę anonimowa. Nadszedł czas na nasz pierwszy bieg - jumping individual, sędziowany przez Ericha Huttnera. Zostawiam Teśkę na starcie, staję w odpowiednim miejscu i... go! Wiewióra rusza z prędkością kosmiczną. Niestety, ślizga się w slalomie, więc mamy 5 pkt karnych. Reszta jest idealna, więc, proszę państwa, mój pierwszy ukończony bieg na EO!

Kilkadziesiąt psów później przebudowa toru na sąsiednim ringu na agility, sędziuje Steve Croxford. Torek na zmianę poplątany i szybki, z trudnym - nie dośc że rozproszeniowym, to pod ostrym kątem - wejściem do slalomu. Startujemy z Teśką, pierwszy out na trzeciej hopce idealny, dalej biegniemy pięknie, po tunelu ostrożnie wyprowadzam Tesię na hopkę, zbliżamy się do slalomu i... tunel nas wciąga :) Detka nr 1, ale biegniemy pięknie!


Wieczorem wielki final indywidualny. Przedtem - oczekiwanie na wyniki, przygotowywali je baaaardzo długo, gdy w końcu podali listy startowe, okazało się, że mamy Polaków w finale!!! Wyjątkowo małe trybuny, wszystkie miejsca zajęte, wokół mnóstwo krzesełek, dopchac się do ringu - niemożliwość. Siedzimy więc sobie na barierkach i oglądamy w napięciu. Zaczynają smalliki, początek serpentynowy, po kładce paskudne! wejście do slalomu. Z każdym biegiem robi się coraz ciekawiej, a ja jestem coraz bardziej wdzięczna losowi, że się nie zakwalifikowałyśmy do finału - emocje by mnie zjadły już przy pierwszej hopce. Biegnie bardzo dużo Włochów, jakiś super biały pudel, Iwona z Pipi się niestety detkuje na 4 hopce - a resztę biegnie idealnie! Hans Fried z szelciakiem na czysto, podobnie jak sobowtór Tesinki z Wielkiej Brytanii, wygrywa kundelek-wymiatacz. Niesamowity jest ten filmik, który pokazuje przewagę tego maluszka nad Cirą na prostej.

Przebudowa toru, chmurki, deszczyk, przygotowania do mediumów, napięcie rośnie. Znów paskudne wejście w slalom, dwa tunele pod kładką, ale to przecież finał. Kilka detek na początku, gdy pojawia się pierwszy czysty bieg - publika szaleje, czas do pobicia ok. 34s. Wszystko zmienia się, gdy pojawia się Aqua - wykręca 32.29, publika aż piszczy! Zaraz po nim wchodzi tollerek z Finlandii, który pobiegł na 32.83. Przed startem rozgrzewa się już czołówka. Jari i Frodo mają jedną odmowę, NIEMOŻLIWY szelciak Demeter wykręca 30.10, ale zrzutka, startuje Polona Bonac z Sja, ja obgryzam paznokcie. Kończą na czysto, z czasem o 0.03s lepszym od kelpika!!! Krótko po niej Silvia z La, zaczynają świetnie, ale La wybiera tunel zamiast kładki! Tłumy kibiców prawie płaczą, detka! Następnym zawodnikiem, na którego czekają wszyscy, jest oczywiście Silas. Pomruk zdziwienia - on jest boso! Biegną z Cają pierwszą sekwencję, po tunelu robi jeb! na plecy, ale wstaje i biegnie dalej! Po kładce Caja wpada idealnie w slalom, niedługo potem jeb! ale wstaje i biegnie dalej! Dobiegają do mety i... 32.00!!! Nowy najlepszy czas! Czas na zwyciężce z zeszłego roku, szelciaka Bad Boya, ale po drodze załapuje disa. Silas Mistrzem Europy :) Niedługo potem po stadionie niesie się wieśc, że Silas złamał obojczyk! Jeśli przyjrzycie się dokładnie, na filmiku widac, że jedną ręke ma bardziej sztywną i potwierdzam - w niedzielę miał opatrunek i nie startował. Za to jego kolega z Niemiec pobiegł z Cają i wygrał - oznacza to, że Caja po prostu jest niepokonana. Chyba ogolę Teśkę.

Ale! Przed nami finały large, rozgrywające się na innym boisku. Wszystkie krzesełka wraz z włascicielami podrywają się w górę i biegną, by zając najlepsze miejsca. Usadawiam się gdzieś grzecznie w rogu i czekam. Mamy opóźnienie, więc jest ciemno, ale przyświecają lampą. Troszkę pada. Niestety - pomimo tego, że podobno te finały są najbardziej widowiskowe, wcale nie było tak niesamowicie, raczej mokro i półślepo - do tego dochodził strach o zamknięcie pryszniców ;) Zdarza się dużo zrzutek - pewnie przez błoto. Startują najlepsi, więc zaskakująco niewiele psów nabiera się na tunel pod kładką, wejście w slalom wygląda na proste, ale po obejrzeniu filmików stwierdziłam, że takie nie było. Generalnie - nie zapowiadają psów, mało widac, dodatkowo podczas przebiegu owsika z Austrii gaśnie światło! Finał staje pod znakiem zapytania, ale udaje im się włączyc lampy z powrotem. Jednak klimacik troszkę zepsuty, zawiodłam się ;) Cayenne biegnie niemożliwie płynnie, mega szybka Emma ma odmowę, wszyscy liczą na Audika, zrzuuuucaaa! Solar z błędami, Cirkus z wyjątkowo pechową odmową. Podium dośc zaskakujące, Janita trzyma poziom i ląduje ostatecznie na drugim miejscu, całkiem ładnie pobiegła też Jenny Damm - 4 miejsce. Magda z Maczkiem na 11, co uważam za wielki sukces, zaraz po niej jest wyżej wspomniany owsik Joy, Nina z Salsą 16.

A ja kąpie się w zimnej wodzie bez światła, bo wyłączyli, i w napięciu czekam na biegi drużynowe ;)

W niedzielę do przebiegów podchodzę już bardziej swobodnie, przynajmniej wiem, czego się spodziewac. Z powodu abstynencji zgłoszonych Polaków, organizatorzy wsadzają mnie do drużyny "Dutch Mix", przez co zagadujący ludzie są nieco zdezorientowani i na widok Tesi bawiącej się z ich psem mówią na przykład "you like dutch girls, Azor, don't you?". Do wizualnego zapoznania z torem dochodzi dośc szybko, ponieważ dziś wszystkie S i M biegają to samo. Po napatrzeniu się czas na prawdziwe zapoznanie z torem agility team, a po dopracowaniu szczegółów - na start! Za dużo zaufania do szalonego szelciaka i moja ignorancja w temacie miłości Tesi do strefówek skutkuje detką ;) ale całkiem ładną. Mniej więcej w tym samym czasie Tomek z Lolą biegną jumping, który jest po prostu niesamowity i lądują na 4 miejscu.

Frytunia i ja przygotowujemy się do startu w jumpingu, który z pewnością okaże się naszym ostatnim biegiem na tych zawodach. Wyprowadzam Tesinkę na siku, rozgrzewam, rozciągam i nagle okazuje się, że już wchodzę na start, bo były jakieś przesunięcia. A wiecie, że jak początek jest mało ogarnięty... TO KOŃCZY SIĘ TOR NA CZYSTO! Tak, nasz czysty przebieg, jumping drużynowy, którego nie widział nikt ze znajomych, a co za tym idzie - nikt go nie uwiecznił ;) Wieczorem okazuje się, że miałyśmy w tym przebiegu czas zbliżony do La, lepszy od Pipi, sekundę gorszy od Bravki. Tak więc zawody dla mnie dobiegają końca, ale za to w jakim stylu!

Nasuwa się pytanie, czy czekamy na finały? Ba, oczywiście, że tak! Gabi Steppan ustawia coś mega skomplikowanego i pokręconego, zasady są równie pokręcone - każdy pies biegnie kawałek toru w sztafecie, a detka na którymkolwiek etapie wyklucza drużynę. Obstawiamy, że może się zdarzyc, że ani jedna z dziesięciu drużyn nie pobiegnie tego na czysto, i wszystko na to wskazuje, dopóki na torze nie pojawia się drużyna ze Słowenii ;) Są zdecydowanymi faworytami, aż nagle fińscy robo-przewodnicy i fińskie robo-psy ustanawiają nowy najlepszy czas! Mamy najlepszą drużynę S/M :)

Skoro zostaliśmy na finały maluchów, nie można odpuścic largowych! Zaczyna się od dwóch włoskich drużyn, z których jedna kończy disem, a druga ze zrzutką. Drużyna ze Słowenii - detka. Na starcie pojawia się Chorwacja, Żelek otwiera sztafetę, Tip biegnie niesamowicie i zaczynam rozumiec, dlaczego jego ojciec jest tak sławnym reproduktorem. Po nim Myf i Marekovic, biegną wciąż na czysto, Eldy też, napięcie rośnie, bieg drużynowy kończy kelpik, napięcie rośnie i... kelpik zrzuca i ma jedną odmowę, ale czas przyzwoity. Publicznośc szybko zapomina o chorwackiej drużynie - następni są Finowie. Janita i Jaakko prowadzą psy pewnie, a psy odwdzięczają się tym samym, jakby właśnie do tego zostały stworzone. Jako jedyni!!! kończą tor na czysto, a ja nawet nie jestem w stanie opisac tego przebiegu, tak wielkie robił wrażenie. Reszta drużyn, które w kwalifikacjach wypadły lepiej, detkuje się, tak więc w tegorocznym European Open triumfują Finowie!

Mój powrót do domu trwał od niedzieli wieczór do poniedziałku w nocy, ale to raczej mało interesująca częśc. Zdecydowanie było warto i już deklaruję, że w przyszłym roku, naturalnie, wybieramy się również.

25 maja 2011

Bo gdy się trenuje agility...

... to całe życie psa wygląda inaczej. To zdanie naprawdę nie wynika z tego, że jestem w agility bezgranicznie zakochana i praktycznie połowa mojego życia z psami obraca się wokół tego, skądże znowu ;) Wnioskuje to z tego, że po pierwsze pies uprawiający sport ma inną kondycję fizyczną. Dlatego też ważna jest regularna dawka ruchu, optymalne porcjowanie wysiłku fizycznego, rozgrzewki i tym podobne rzeczy. W wyniku niezrównoważonej ilosci ruchu pies może kulec, odczuwac ból mięśni, dyskomfort fizyczny. Mając przy tym na względzie to, że nie powie on "hej, trochę się zmęczyłem, może zrobimy przerwę?" bywa to niesamowicie trudne. Przekonałam się o tym niedawno, fundując Tesi okresową kulawiznę, która przeraziła mnie nieco, nakłoniła do wcześniejszego RTG bioderek (HD A/A) i wizyty u neurologa. Chociaż okazało się, że wszystko jest w porządku, jeszcze większą uwagę przykładam do tego rozważnego biegania, pomimo tego, że nigdy nie zaniedbywałam rozgrzewek ani opcjonalnego przemęczenia fizycznego.

Inna sprawa to samo samopoczucie psychiczne. Ruch na świeżym powietrzu uspokaja, dostarcza więcej tlenu, usprawnia krążenie, przez co czujemy się orzeźwieni i szczęśliwi. Z psami jest podobnie, z tym że fundując im pracę fizyczną połączoną z zajęciem dla umysłu, sprawiamy, że czują się potrzebne. Jestem zwolenniczką poglądu, że niektóre instynkty nie wygasają i psy nadal mają potrzebę służby. O ile skuteczniejsza i przyjemniejsza jest praca na torze od bezsensownego pilnowania kapci!

Jeśli chodzi o więź z psem, to moim zdaniem nie jest to oczywiste. Działa to trochę jak system naczyn połączonych - zarówno więź pomaga na torze, jak i ją umacnia, ale nie można liczyc, że z momentem pierwszego treningu powstanie nierozerwalny, nadrzędny dla psa związek właściciel-pies. To, co dzieje się poza torem, ma ogromny wpływ na zachowanie na torze. Treningi agility nie są lekarstwem na brak zrozumienia między przewodnikiem a czworonogiem. To tylko jedna z doskonałych dróg do osiągnięcia cudownej relacji wraz ze swoim psem.

PS. Tesia jest w A2 ;)

15 lutego 2011

Kwalifikacje do MŚ Agility Syców

Tesinek Mistrzem Wszechświata, albowiem mamy dwie, DWIE łapki do A2! Oznacza to dwa czyste, wygrane przebiegi na drugich zawodach openowych. Chociaż zawsze wiedziałam, że Tesia jest genialna, nie przypuszczałam, że aż do tego stopnia ;)

Oprócz owych dwóch egzaminów nie mamy się zbytnio czym chwalic. Biegi openowe bez sukcesów, za to z bardzo przyjemnymi akcentami, typu WSZYSTKIE zaliczone strefy. Palisada jest bez zarzutu, huśtawka do dopracowania, kładka również. Były też sekwencje, które wyszły dokładnie tak, jak zaplanowałam, i nawet ładnie to wyglądało.

Zdecydowanie muszę nauczyc się ufac własnemu psu. Mamy świetnie zrobiony slalom, no może oprócz tego, że cwiczony na 10, a nie 12 tyczkach, przez co Teśce zdarza się zaprotestowac (tak, ten pies liczy ;) Cudowne wejścia, absolutnie niezależnie - ja stoję, za pies zapierdziela. Nie mam więc pojęcia, dlaczego nie potrafiłam z tego skorzystac, zakładając, że nie wyjdzie tak, jak miało. Następnym razem nie przyblokuję mojego psa tylko dlatego, że wydaje mi się, że ona nie da rady. Bo już nie raz udowodniła, że potrafi. Dowód :)

30 grudnia 2010

Agilitowe przemyślenia

W związku z nieprzychylną aurą pogodową i mnóstwem czasu spędzanego przed monitorem, wysnułam pewne wnioski. Inspirujące rozwiązania, które przychodzą mi do głowy, mają więcej wspólnego z powieściami fantasy aniżeli z agilitowymi realiami w Polsce. Niemały wpływ na ten intensywny proces myślowy miała dyskusja na pewnym forum, która zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie - już dawno nie czytałam tak wartościowego wątku, tworzonego przez ludzi z ogromną wiedzą, którą nie mają szansy się podzielic.

Marzą mi się świadomi i ostrożni zawodnicy. Świadomi swoich ruchów, swojego handlingu, świadomi sposobu, w jaki porusza się ich pies. Zdający sobie sprawę z tego, że to oni powinni wiedziec, dokąd prowadzą psa, a on całkowicie podporządkowuje się ich gestom. Nawet najlepiej wyszkolony pies bez swojego przewodnika na torze niczego nie dokona, to takie oczywiste, a tak często o tym zapominamy. A psa z potencjałem, któremu spieprzyliśmy podstawy, obwinia się za wszystko. Bo skoczył strefę, bo zrzucił, co za zlośliwe stworzenie!

Czasem myślę sobie, że każdy kurs powinien zaczynac się od zajęc teoretycznych. Kilka godzin spędzonych na słuchaniu o technice skoku, skracaniu wykroku, ciasnych skrętach, kontakcie na torze, timingu, czy chociażby zmianach i psich sygnałach uświadomiłoby ludziom zaczynającym przygodę z tym sportem, jak wielką zmianą dla psa jest pierwszy trening agility. I jak wielką sztuką jest, by pozostała tak świetną zabawą jak na początku.

13 grudnia 2010

Teśka w Openach

Trochę czasu już minęło od naszego debiutu w Openach. Dzięki pewnemu wirusowi, który przechadza sie aktualnie w okolicach mojego gardła i pozdrawia wszystkich serdecznie, mam chwilę czasu, by to podsumowac.

Przede wszystkim, nasz wygrany bieg. Teśka zajęła 2 miejsce na ok. 50 psów, wyprzedził ją jedynie szalony JRT. Bardzo mi się ten bieg podoba, uważam jedynie, że na hopce przed kładką mogłam zrobic coś ładniejszego, ale wysłanie na wprost wydawało mi się najbardziej naturalną drogą dla małego mondzioła i zapewne miałabym racje, gdyby te zawody odbywały się na trawie, a nie na nieco spowalniającej małe psy wełnie. Mało psów, również trójkowych, zaliczyło ten bieg na czysto.



Jumping Open z 1 odmową na przedostatniej hopce, pewnie drgnął mi którys mięsien lub też nie byłam całkowicie pewna tego ruchu.




Egzamin z flajerkiem z huśtawki. W ogóle hustawka okazała sie dla nas dramatyczna, jakby Teś pierwszy raz coś takiego widział na oczy. Dziwi mnie to, ponieważ cwiczymy bardzo dużo Bang Game, zamykanie szuflad, dobijanie deski itp. No cóż, pocwiczymy jeszcze więcej :)



Ekhm, na sobotę opuścmy może zasłonę milczenia ;) Nasze bieganie pozostawiało wiele do życzenia, początkowo pies gubił mnie, potem ja gubiłam psa, aż w końcu pies zaczął gubic przeszkody. Stres, zmęczenie, brak koordynacji, ale to chyba standardowa procedura przy pierwszych startach w Openach, prawda?
Szkoda tylko łapki, ale wszystko przed nami!

17 sierpnia 2010

Kładkowe impresje

Jeśli będąc przypadkiem w Szczecinie, zobaczycie gdzieś drobne stworzenie o obłąkanym spojrzeniu mruczące pod nosem "strefa, strefa", zapewne będę to ja, a te myśli w głowie nieuporządkowane to kładkowe refleksje.

Z Husse Agility Cup, który odbył się przy okazji chyba największej kynologicznej imprezy w Polsce wróciłam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony poczynania mojego suka zapierają mi dech w piersiach - skąd się ten burek wziął to ja doprawdy nie mam pojęcia. Z drugiej natomiast - zaczynam tracic zmysły martwiąc się o strefy. Określenie "szaleństwo" jest tutaj w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę obliczenia zamieszczone poniżej.

W związku z diametralną różnicą w sposobie pokonywania kładki na treningach i zawodach pokusiłam się o następujące porównania*:
Tesia - kładka:
na treningu - 2.4 s (zaliczona strefa)
na obozie - ok. 2 s (zaliczona strefa)
na obozie 2 - 1.67 s (bez strefy)
na zawodach - 1.9 s (bez strefy)

Mój pies rozpędza się z biegu na bieg. Na zawodach osiąga prędkości ponaddźwiękowe, znacznie wydłużając wykrok. Moim zdaniem, to jest główna przyczyna zawalania stref na zawodach.

Dla porównania:
Mistrz Świata 2009 small, sheltie - ok. 2 s (strefa zatrzymywana, coś w stylu 2o2o)
Vice-mistrz Świata 2009 small, pudel - 2,2 s (strefa zbiegana, Slovenia team ;)
II Vice-mistrz Świata 2009 small, sheltie - uwaga - ok. 3 s (strefa zatrzymywana, za ręką...)
Marcy Mantel & Wave, sheltie - 2.02 s (strefa zatrzymywana, 2o2o)

Wnioski? Cóż, sezon 2010 dla nas dobiegł końca, starty w zerówkach również. Przed nami pracowity okres treningowy. Cel - świadome strefy. Teśka jeszcze jest gówniarą, więc wszystko da się naprawic. Mam tylko świadomośc, że nigdy nie będę mogła miec stopro pewności, że Tesia zaliczy strefę na kładce. Ah, ten dreszczyk emocji towarzyszący agilitowym startom... ;)

*czasy mierzyłam kilkakrotnie stoperem z filmików, wybierając czas uśredniony. Swoją drogą, bawiłam się przy tym znakomicie, natrafiając na spektakularne porażki kładkowe zawodników światowej klasy ;) Skoro taka Pebbles czy La mogą skakac strefy, to czemu Teśka miałaby byc gorsza?

11 sierpnia 2010

PPA Legnica 2010

Płatająca pogodowe figle Legnica wywołuje u mnie przemiłe wspomnienia związane z Aidkowym debiutem. Po ostatnim weekendzie także związane z Teśkowym... wice-debiutem ;)

Tesiek, wylansowany po obozie z wypasionym trenerem, zdecydował się na podbój wszechświata. Intensywnie pchała się na podium, pomimo tego, że w sobotnim biegu pańcia strasznie chciała jej zepsuc strefkę ;) a w niedzielę stwierdzila, że ona generalnie strefek do szczęścia nie potrzebuje. No i miała rację... Na sześc biegów - każdego dnia A0 i dwa jumpingi - wszystkie miały miejsca podiumowe. Przywiozłyśmy do domu super szarpaczki, smakołyczki i słodkie medale z odciśniętą łapką.

Pomimo strefkowo-kładkowego przygnębienia zawody były naprawdę sympatyczne. Owszem, było mokro, owszem, błotka też trochę było, ale nie spotkałam ani jednego zawodnika, któremu deszczowe apogeum popsułoby humor ;) Nawet wtedy, gdy niektóre psy stanowczo odmawiały pokonywania toru, chowając się w tunelach ("pańcia, jak chcesz to biegnij dalej, ja tu poczekam..."). To właśnie jest jedna z magicznych rzeczy związanych z agility, które dostrzegasz jeżdżąc na zawody - czy się topisz w błocie, czy smażysz w upale, i tak cały czas bawisz się doskonale.

Dziwnie jest znowu biegac w zerówkach, gdzie cała sztuka prowadzenia psa na torze opiera się na zapierdzielaniu przed siebie, co zresztą widac po oszałamiającej prędkości mojego suka, wynoszącej ponad 5 m/s. Mój agilitowy móżdżek stanowczo oddzielił sobie openy od zerówek. By przekroczyc tą magiczną granicę, muszę opanowac kładkę - a właściwie sukę na kładce i nauczyc Teśkę zawijac się jak naleśnik wokół odkosów - czytaj "ciasne skręty". A potem nastanie sezon na Teśkę!







Moja fotorelacja tu.

10 sierpnia 2010

Los Jeziorkos

Pierwszy tydzień sierpnia spędziłyśmy z Teśką w malowniczych Jeziorkach, agilitując się bez umiaru pod czujnym okiem Nigela Stainesa zza Morza Północnego ;) Choc ów obóz chciałam określic słowem "udany", dochodzę do wniosku, że to zdecydowanie za mało barwne wyrażenie. Trudno podsumowac tak wspaniały i obfity we wskazówki szkoleniowe wyjazd.

Nigel jest naprawdę świetnym szkoleniowcem - nie tylko ze względu na wiedzę i umiejętności dzielenia się nią. Zaimponował mi indywidualnym podejściem do uczestników - pamiętał każdego ludzia, każdego czworonoga i problemy, z jakimi zmagała się każda para ;) Poza tym motywował, radził, dostrzegał postępy. Na każdym treningu, bez względu na porę dnia, był uśmiechnięty i zapałem krzyczał "well done!" po udanym cwiczeniu. Treningi były więc zarówno owocne, jak i sympatyczne :)

Sympatycznie było również poza treningami :) Miło było spędzic czas z grupą ludzi o podobnym bziku agilitowym, którzy każdego dnia udowadniali, że sen wcale nie jest niezbędny do szczęścia. Było za to wszystko to, bez czego porządny psiarz obejśc się nie może - spacery, zdjęcia i długie psiarzy rozmowy ;) Oprócz tego bonusy takie jak nieprzyzwoite osły i ich nocne życie, kubeczek z uroczym napisem, przyspieszony kurs języka polskiego oraz inne atrakcje, które zmuszają mnie do złożenia obietnicy, że wracamy za rok. Koniecznie!!!

Plan cwiczeniowy na sukę opracowany. Foundation, foundation...





30 lipca 2010

Lassie, wróc... (na tor)

Ponadczasowa Lassie, Pies, Który Jeździł Koleją, pierwszy wojak RP Szarik i wiele innych, charakterystycznych dla poszczególnych narodów, psich osobowości. Ludzie uwielbiają pokazywac w mediach te dzielne psy, przeprowadzające brawurowe akcje poszukiwawcze, zawsze warczące na filmowy czarny charakter. Z jednej strony, ciągłe udowadnianie niezastąpionej pozycji psa w społeczeństwie (najlepszy przyjaciel człowieka, sweet), może byc męczące i tandetne. Lecz zdecydowanie milej słucha się wiadomości o psie asystencie, który ostrzegł właściciela o zbliżającym się ataku padaczki niż o kolejnym 'pitbulu', który zagryzł niemowlaka.

Agilitowcy nie potrzebują medialnych informacji o niesamowitym oddaniu i poświęceniu, o nadzwyczajnej pasji, z jaką psom służą człowiekowi. Wystarczy pojechac na European Open - Otwarte Mistrzostwa Europy. I załatwic troszkę chmur i jakąś tonę deszczu. A najlepiej kilka ton.

Dla niewtajemniczonych - filmik obrazujący ekstremalne agilitowe szaleństwo:

5 lipca 2010

PPA Kozłów

Właściwie tytuł powinien brzmieć - Puchar Polski Agility Kozłów, czyli najlepsze zawody ever ;)
Świetna atmosfera, super zabawa, chill na ringu i poza nim, czyli idealne warunki do Tesiowego debiutu. Dzielna suka dała radę - w prawie wszystkich biegach wykręciła najlepszy czas, udało jej się załapac na podium, wygrała karmę, która nijak nie chciała się zmieścic do gigantycznego plecaka. Niestety, brak możliwości regularnych treningów na strefówkach dał o sobie znac w dośc bolesny sposób - w sobotę Tesia nie zaliczyła strefy na kładce, co postanowiłam poprawic (detka), a w niedzielę postanowiła troszeczkę pofruwać i przeskoczyła strefę na palisadzie. Ponadto trafiła nam się zrzutka, co mnie troszeczkę zdziwiło, ale przemiły sędzia wyjaśnił mi, na czym polegał mój (a jakże by inaczej ;) błąd. W ogóle sędzia był bardzo sympatyczny i udzielił mi wielu przydatnych rad, zasugerował, co warto by było poćwiczyć. Suka mu się podobała, zresztą nie tylko jemu - usłyszałam na temat Tesi wiele dobrego, co było niesamowicie miłe.
Zrobiłam mnóstwo zdjęć, zawiązałam znajomości północno-południowe, bawiłam się na nocnej tuneliadzie, zmieniłam kolor - najpierw był troszeczkę buraczany, ale dzisiaj powoli wraca do normy, podniosłam niezliczoną ilośc tyczek. Mówiąc krótko i zwięźle - razem z Tesią miałyśmy cudowny weekend, który chętnie kiedyś powtórzymy ;)

20 czerwca 2010

MWPR Szczecin - niekoniecznie o wystawie

W ten, obecnie leniwie kończący się weekend, odbyła się Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych w Szczecinie. Nie mogłam sobie pozwolic na nieobecnośc na wystawie w moim mieście, choc kilka razy zastanawiałam się nad wycieczką do Poznania. Cóż, chęć robienia szoł była silniejsza niż chęć oglądania szoł ]:-> I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o wystawianie Tesi.

Wraz z naszym Demolującym klubem robiliśmy pokazy agility, a my bonusowo z Teśką wcisnęłyśmy się na ring główny, by pokazac umiejętności sztuczkowe szelciaka. Jestem zachwycona jej występem - przez cały układ była niesamowicie skupiona (to chyba zasługa parówki ;), nie miała żadnej blokady, pomimo tego, że pańcia była trzęsącym się kłębkiem nerwów. Starałyśmy się pokazac rzeczy, o których przeciętny Polak nie ma zielonego pojęcia, i myślę, że nam się udało. Sobotnia publicznośc była zdecydowanie bardziej ekspresyjna niż niedzielna, prawdopodobnie dlatego, że w niedzielę wystawiane były grupy, które z pracą czy szkoleniem mają niewiele wspólnego ;)

A agility? Całkowity luz i zabawa :) Oprócz naszych klubowiczów, którzy dzielnie się spisali i pokazali zdecydowanie od najlepszej strony, biegali także zaproszeni goście z zaprzyjaźnionych klubów, a nawet Uzi, mały grzdyl. Dzięki sympatycznej atmosferze zdecydowanie fajniej się biegało, a ja mogłam liczyć na wsparcie przed występem - za co wszystkim strasznie dziękuję!

Dziękuję także za fotki - autorstwa Agnieszki od Figo :) A gdzieś tam na odległych Gumieńcach, u Małgosi od Kiki, czekają na mnie filmiki!





















Mogłoby służyc za reklamę ;)


16 maja 2010

Seminarium z Tomkiem Jakubowskim

Absolutnie cudowny weekend spędzony na warsztatach agility z Tomkiem Jakubowskim, tak powinien brzmiec pełny tytul tego postu.
Miło pobiegac pod okiem kogoś sympatycznego, a zarazem doświadczonego, kto umie dzielic się swoją wiedzą ;) Moje psy oczywiście wykazały się ponadprzeciętną inteligencją i swymi agilitowymi zdolnościami. Tesia byla najmlodszym psem w zaawansowanej grupie, a Aidek, jak to Aidek - profesjonalista, pokazał, że yorek potrafi!
Pocwiczylismy ślepe zmiany, które od jakiegoś czasu bardzo mnie fascynują, ciasne skręty, z którymi początkowo mieliśmy małe problemy, ale udało się je rozwiązac. Psy również musiały byc zachwycone - każdy przebieg był obficie nagradzany, ponieważ drugie imię Tomka to "Nic-nie-szkodzi-daj-nagródkę" ;)
Kilka burków wpadło w mój skromny obiektyw, ale pogoda, choc bezdeszczowa, nie zachęcala do robienia zdjęc. Nasze przebiegi nakręciła Gosia od Kiki, której chciałabym serdecznie za to podziękowac :) Mój ulubiony:



I podobny bardzo, ale też śliczny :)


7 maja 2010

Agilitowe relacje

Chociaż takie rzeczy jak kręcenie filmików treningowych nigdy nie jest pewne, bo nigdy nie wiadomo kto akurat dorwie aparat i czy uda mi się od kogoś takowy wyprosic, udało mi się zdobyc jakąśtam cyfróweczkę i filmiki są.
Robienie zdjęc lustrzanką to spełnienie moich marzeń, ale trzeba przyznac, że czasem taki brak funkcji 'video' przeszkadza. Zwłaszcza jak człowiek cierpi na chroniczny syndrom wielbienia swoich psów ;)

Filmiki z treningów mają taką oto zaletę, że pokazują mi mnie - to znaczy mogę sobie popatrzeć i ocenic, czy moje sygnały i gesty są czytelne, gdzie zrobiłam błąd, czy powinnam stanąc bliżej przeszkody, czy może wcześniej powiedziec komendę. Pamiętam, że po obejrzeniu pierwszych filmików z pierwszych biegów z Duniem się załamałam, bo naprawdę nie sądziłam, że wyglądam jak skacząca wariatka, wymachująca rękami na wszystkie strony, z wyjątkiem tej poprawnej. A dziwiłam się, że na treningu słyszę tyle uwag i wciąż jestem poprawiana, wydawało mi się, że nad czymś panuję, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej ;)
Filmiki z treningów stref są w ogóle najlepsze, bo można jeszcze sobie sprawdzic jak dużą mamy skutecznośc naprawdę, a nie tylko jak nam sie wydaje. Jeszcze tylko slow motiony i inne bajery i analiza treningu gotowa :)

Cały mój wstęp miał na celu wdrożenie w świat filmikowo-youtubowy, zatem link do filmiku nie powinien byc zaskoczeniem. Ale jednak zaplanowałam także element niespodziewankowy, bowiem filmiki są dwa. Oto i one - Tesiowe strefy oraz Tesiowa palisadka i coś w stylu blind cross.

A teraz pozostało nam tylko czekac na dzień jutrzejszy, w którym to pobiegamy sobie u Tomka Jakubowskiego. Zatem jutro dowiem się, czy to wszystko co z Tesią zrobiłam to są RC, czy tylko marna namiastka RC, która nie znajdzie odzwierciedlenia w dłuższych sekwencjach tudzież na zawodach.

30 kwietnia 2010

Psia strefa

Tytuł dośc dwuznaczny, bo choc na myśli mam oczywiście strefy agilitowe, kojarzyc się może także z miejscem dośc zapsionym. I taka mała dygresja - wynikałoby z tego, że ja w ogóle funkcjonuję w psiej strefie - po kuchni walają się psie miski, w sypialni legowiska, a w samochodzie piszczałki. Na grzejnikach wiszą smycze, po szafach walają się zimowe sweterki, a na półkach z butami Zabawki, Których Imienia Nie Wolno Wymawiać. No i oczywiście dywan z psich kłaków, nieodłączne wyposażenie mieszkania każdego posiadacza rasy kłaczącej.

Więc przejdźmy do spraw przyjemniejszych. I tu na wstępie należy zauważyc, że użyłam słowa 'przyjemny' i użyłam go nieprzypadkowo(!). Otóż wynajmuję sobie torek, śliczny nowy torek (ale nie tak śliczny jak Demolkowy oczywiście ;) przez miesiąc, aby z Tesią pocwiczyc strefy. A dokładniej przenieśc na prawdziwą kładkę i palisadę to, co cwiczyłam z nią na deseczce.
Muszę przyznac, że jest dobrze - choc oczywiście mogłoby byc lepiej, bo dążymy do perfekcji. Ale na pewno nasza success rate jest wyżej niż 70% :)

Na wszelki wypadek wzięłam ze sobą target, ale o ile przy spokojnym przebiegu przypominał Teśce co trzeba zrobic, to w miarę przyspieszania odniosłam wrażenie, że zaczął jej przeszkadzać. Usunęłam go zatem, i po zabraniu targetu miałyśmy 2 lub 3 błędy na kilkanaście.Marzy mi się chwila koncentracji na zbiegnięciu do końca, a potem niech już sobie pruje do przodu tak szybko jak jej się podoba.

Mam tylko jeden problem - wynajmuję ten tor tylko dla siebie, a kładka i palisada są troszkę obniżone. I ja oczywiście ani nie mogę ich przenieśc, ani podwyższyc. O tym wcześniej nie pomyślałam ;)

25 marca 2010

Tesiek i nauka

Żeby nie było, że prowadzę tutaj instytut badań meteorologicznych, uznałam że należy spisać CO właściwie robię z Tess. Bo chwalę i chwalę, potem narzekam że drze morde, potem znowu trochę chwalę i szybko się wzruszam.
A więc mój miszcz jest w trakcie:
- nauki slalomu, metodą tunelową, o czym już kiedyś pisałam. Miałyśmy już calkiem atrakcyjnie zwężony korytarz, ale stwierdziłam, że należy się cofnąc - Tesia miała problemy z wejściami. Dlatego wałkujemy wejścia - na obie ręce, pod różnymi kątami - pod kątem prostym, z zawracaniem o 360. Aktualnie cwiczę zmianę za psem przed slalomem, to taki końcowy etap - potem zacznę zwężanie.
- nauki RC - czyli running contacs - strefy zbiegane. Mamy bardzo ładną statystykę, Tesi najładniej wychodzi przez pierwsze 15 minut - prawie zawsze 100 % wykonanych poprawnie. Potrafi skoncentrowac się na ostatnim kawałku deski - lepiej jej to wychodzi gdy zostaję z tyłu.
- huśtawka, czyli troszeczkę kosmos. Teśka niby wykonuje ją poprawnie, zalicza strefę, czeka aż huśtawka dotknie ziemi, ale zaczyna się strasznie spieszyc. Dlatego staram się ją na strefie wyciszac - obawiam się ze w przyszłości może miec z nią problem. Niedługo będę mogła napisac książkę pt. "101 rzeczy, które można zrobic z huśtawką" - znalazłby się tam tekst o przeskakiwaniu wzdłuż i wszerz, pokonywaniu jej pod prąd podczas gdy jedna strona jest podniesiona (TAK, Tesia potrafi to zrobic) i mnóstwo zachowań na strefie - od warowania do świstaka. Współautorami tego bestselleru byliby Tesia i jej pierdolec.

Postaram się nie byc gołosłowna - pogoda sprzyja robieniu filmików, więc czas się za to zabrac ;)