Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aidi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aidi. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2010

Seminarium z Tomkiem Jakubowskim

Absolutnie cudowny weekend spędzony na warsztatach agility z Tomkiem Jakubowskim, tak powinien brzmiec pełny tytul tego postu.
Miło pobiegac pod okiem kogoś sympatycznego, a zarazem doświadczonego, kto umie dzielic się swoją wiedzą ;) Moje psy oczywiście wykazały się ponadprzeciętną inteligencją i swymi agilitowymi zdolnościami. Tesia byla najmlodszym psem w zaawansowanej grupie, a Aidek, jak to Aidek - profesjonalista, pokazał, że yorek potrafi!
Pocwiczylismy ślepe zmiany, które od jakiegoś czasu bardzo mnie fascynują, ciasne skręty, z którymi początkowo mieliśmy małe problemy, ale udało się je rozwiązac. Psy również musiały byc zachwycone - każdy przebieg był obficie nagradzany, ponieważ drugie imię Tomka to "Nic-nie-szkodzi-daj-nagródkę" ;)
Kilka burków wpadło w mój skromny obiektyw, ale pogoda, choc bezdeszczowa, nie zachęcala do robienia zdjęc. Nasze przebiegi nakręciła Gosia od Kiki, której chciałabym serdecznie za to podziękowac :) Mój ulubiony:



I podobny bardzo, ale też śliczny :)


23 grudnia 2009

let it snow, let it snow!

Niedługo po moich skargach na brak zaśnieżenia ogólnego pewnego poranka pojawił się ON. Był śnieżnobiały, czyściutki, i, choc mało puszysty, sprawił mi i psom ogromną frajdę. O ile nie lubimy niskich temperatur i mrozu, to zaspy śnieżne to zupełnie inna historia :) Nawet Tesinka się przekonała do tego białego czegoś, które idealnie nadaje się do dzikich pościgów, skakania i niuchania. Aidek także jest wielkim wielbicielem zabaw śnieżnych. Jego ulubiona polega na łapaniu w mordę kulek śniegu, wykopanych bądź też rzuconych w jego kierunku. Przepada też za poszukiwaniem zaginionej arki w warstwach śniegu, co kończy się mokrym i oblepionym lodem ryjem. Ze śnieżnymi kulkami przy pysku wygląda jak totalny idiota.

Dunio prowadzi śledztwo

powieksz

powieksz

Dunio po przeprowadzeniu śledztwa

powieksz

Pozoranci

powieksz

Tesunia podwórzowa

powieksz

Tesunia domowa, czyli sama słodycz

powieksz

17 grudnia 2009

zima, zima, śniegu ni ma

Nadeszła pora roku, której ja i Aidi serdecznie nie znosimy. Tess jeszcze nie ma wyrobionego zdania na temat zimy, lecz znając jej ostrożnośc "uważam-gdzie-stawiam-łapki" też nie przypadnie jej do gustu. O ile jeszcze mroźna zima ze śniegiem stanowi dla Aidka jakąś atrakcję, to zimny wiatr zdecydowanie zniechęca go do wychodzenia na dwór. Zwłaszcza, że śniegu u nas na północy brak. Gdzieniegdzie pojawia się szron, który coprawda wygląda dosyc malowniczo, ale nie jest tak przyjemny dla Dusia jak zaspy śniegu.
Mimo, że na dworze coraz zimniej, postanowiłam troszeczkę ogarnąc Aidusia i jego zarost. Całkiem atrakcyjnie prezentuje się w nowej fryzurce, ma słodziutki pyszczek, który stara się wyglądac wyjątkowo słodko, gdy wywalam go rano na dwór. Aidek, typowa "sowa", nienawidzi porannego wstawania. Jedynie piłeczka jest w stanie go postawic na nogi. Jest o wiele lepszym budzikiem niz pełne czułości wołanie(ja) czy masaz i ugniatanie łapkami(Tess). Pogoda nie sprzyja porannemu wstawaniu. Cóż, zima jest porą roku, której nie potrafię zużytkowac. Nastawiamy się z psiakami na przetrwanie.
I na sztuczki, cwiczone intensywnie zimnymi wieczorami!

4 grudnia 2009

Dzień Psa - fotorelacja

Jesienny Dusio...



zaprasza do magicznego świata pełnego kaczek...



Zdjęcie z cyklu: wszyscy mają patyk!



Mam i ja...







Psy w statyce, czyli coś, co w przyrodzie nie występuje...







cdn.

1 grudnia 2009

sobota - Dzień Psa

Sobotę w naszym domu ogłosiliśmy Dniem Psa. Jest wszystko to, co psy lubią najbardziej, czyli gotowany kurczaczek, trochę szkolenia, mnóstwo pieszczot i jeszcze więcej włóczenia się po polach, lasach i łąkach. Wracając z weekendowych treningów agility urządzamy sobie spacer, co tydzień łamiąc prawo dotyczące spuszczania psów ze smyczy. Przykro mi trochę, że bardziej obchodzi mnie szczęście moich psów niż ten pozbawiony sensu zakaz. W sumie jest to całkiem sensowny zakaz, biorąc pod uwagę poziom wyszkolenia psów i świadomości właścicieli.
By dotrzec z placu treningowego do naszego małego oliwkowego wiejskiego domku potrzeba jedynie około 2 godzin, odrobiny chęci, niegrymaśnej pogody i dwóch wspanialych czworonożnych towarzyszy. Ta trasa przypomina trochę wielopoziomową grę komputerową. Zaczynamy od krótkiego spaceru chodnikiem, który, choc paskudnie nudny, daje mozliwośc odpoczynku po skakaniu i bieganiu po torze. Potem etap leśny, fascynujący zarówno latem, jak i jesienią. W ostatnich miesiącach roku zachwyca całą gamą kolorów ziemi, a w cieplejsze dni pozwala skryc się w cieniu drzew. Po drodze mijamy dwa jeziorka, zamieszkane przez sympatycznych znajomych Aidusia(czyt. kaczki), zawsze skore do zabawy(czyt. ucieczki) i konwersjacji(czyt. Aidi szczeka, kaczka słucha). Podczas spaceru leśnymi ścieżkami spotykamy mnóstwo rowerzystów, ludzi z kijkami i biegaczy, a każdy z nich okazuje się byc wielbicielem małych słodziutkich piesków. Tak więc dla małych słodziutkich piesków jest to czas miziania i zachwytu.
Jednak najprzyjemniejsza częśc spaceru to wędrówka po terenach przypominających trochę sawannę, na której Aidi, oczywiście, robi za lwa, a Tecia... za surykatkę? Oficjalnie są to tereny wojskowe, mniej oficjalnie - miejsce, w którym można pojeździc na maszynach podnoszących poziom adrenaliny we krwi. Na codzień jednak służy psom i ani psy, ani kierowcy prawie-rajdowi nie mają nic przeciwko. Początkowo łażenie w tamtych okolicach stresowało mnie dośc mocno, obawiałam się szalonych motorowerzystów, których jedynym zajęciem wydawało się byc rozjeżdżanie małych niewinnych zwierzątek. Szybko przekonałam się, że owi kierowcy wcale nie chcą zrobic krzywdy bezbronnym pieskom, a nawet jeśli chcą, to świetnie się z tym kryją. I chociaż robią wokół siebie wiele szumu(dosłownie...) to wygladają na całkiem sympatycznych w tych swoich kaskach.
Nasza "sawanna" jest też idealnym miejscem do robienia zdjęc. O każdej porze dnia wygląda inaczej. W dzień słoneczna, przestrzenna. Porośnięta wysoką trawą, która sprzyja "głupawce" i sarnim skokom(w roli głównej: Tess). O zachodzie słońca zmienia się w tajemnicze miejsce, pełne zakamarków i nieodkrytych dróg. Promienie przygasającego słońca przedzierają się przez zboże, a psy węszą tu i ówdzie w poszukiwaniu pierwszych śladów nadchodzącej nocy... Robi się cudownie magicznie.
Ten sobotni spacer pozwala mi zapomniec o wszystkich problemach minionego tygodnia. Zbieram siły, ładuję się pozytywną energią, oddychając świeżym, czystym powietrzem, nabieram nowego spojrzenia na świat. I przez ten cały czas dziękuję, że żyję.

27 listopada 2009

Bażant

Bazant jaki jest kazdy widzi.
Opierzony stwór, źródło radości dla każdego psa myśliwskiego. Przyczajony gdzieś w krzakach, niewinnie spaceruje w poblizu polnej drogi, szeleszcząc zeschniętymi gałązkami. Ale niech nie zmylą was pozory - on tylko czeka, by wyfrunąc znienacka, siejąc zamęt i zniszczenie.
Aidek tylko na to czeka. Niesamowicie przejęty obecnością dzikiego zwierza zaczyna się miotac, biegając to w jedną, to w drugą stronę. Choc wygląda na nieco zdezorientowanego, nie daje nic po sobie poznac. On dopadnie tego bazanta, zobaczycie!
W końcu zdesperowany Duś rzuca się w krzaki. Przedziera się przez chaszcze, węsząc i szukając swojej ofiary. I nagle słyszę dźwięk, którego najbardziej się obawiałam... "Plum!"
Aidi ląduje w rowie. Nie hamuje to jednak jego myśliwskich zapędów. Po przeprawie na drugi brzeg zadowolony rozpoczyna dalszą wędrówkę. Postanowiam sprawdzic, czy podąża on jeszcze za bażantem, czy juz za tym, co z niego zostało. Zbaczam troszeczkę z drogi i... "plum!" Mam nogi zanurzone w wodzie po kolana.
Jeśli czekacie teraz na trzecie "plum", muszę, niestety, was zmartwic. Panna Nie-bo-się-pobrudzę uważała, gdzie stawia łapki i chyba po raz pierwszy byłam jej za to wdzięczna.
Wracaliśmy tak w trójkę wesołą gromadką. Ja, mokra po kolana, mokry Aidi, trzęsący się niczym cytoplazma i Tessie, ciesząca się swoją suchością. Naszym śladem zapewne podążał bażant, śmiejąc się pod nosem...

18 listopada 2009

York błotny

Jaka jest róznica między zołwiem błotnym a yorkiem?
Właściwie chyba niewielka. Różnią się tylko ilością rzeczy, które mozna robic w błocie.

Zółw błotny, z tego co mi wiadomo, w błocie tylko przebywa. Natomiast york błotny moze:

- biegac po blocie

- biegac cały w błocie

- taplac się w błocie

- tarzac się w błocie

- zakrztusic się błotem

- wpaśc w błoto, itp.

Okazuje się, ze mozna kogoś wywieśc w błoto, rzucic błotem, gośc w dom, błoto w dom. Błoto ma bowiem róznych zastosowań, a każde sprawia yorkowi błotnemu masę radości. Niestety, kazda blotna rozrywka kończy się mało rozrywkową wizytą w wannie.

Dopiero w trakcie spłukiwania piasku i innego brudu w postaci wszelakiej radośc powoli schodzi z yorkowego pyszczka. W zasmuconych oczkach mozna wyczytac nieśmiałą propozycję - "moze zrobimy sobie małe błotko w ogródku...?"


York błotny w postaci czystej:

Yorka w postaci blotnej nie mam mozliwosci, gdyz moje psy robią rzeczy nieprawdopodobne i szokujące tylko wtedy, kiedy nie mam ze sobą aparatu.
Mogłabym w sumie zrobic zdjęcie ubłoconej wannie. Robi wrazenie.

3 września 2009

Drugie oblicze yorka

W przeciągu ostatnich kilku lat te psy podbiły serca Polaków. Yorków jak mrówków. W sumie nie dziwię się temu aż tak bardzo - jeśli trafi się na prawidłowy egzemplarz - łatwo jest się w nich zakochać. Mają jednak równie wiele przeciwników, ile wielbicieli. Nie chcę tutaj roztrząsać powodów, dla którego coraz więcej ludzi pragnie posiadać tego małego psiaka, choć trzeba przyznać, że ich popularność wśród miłośników "miniaturek" miała bardzo zły wpływ na tą rasę. Jako że jestem zagorzałą zwolenniczką yorków z charakterem, chciałabym wymienić kilka cech, które prawdziwy yorkshire - jako terrier z krwi i kości - posiada. Bywają one uciążliwe, nieraz doprowadzają mnie do szału, ale to właśnie za nie najbardziej kocham Aidka.
Zadziorność.
Nie, nie chodzi mi tutaj o dziką furię, w którą wpadają zminiaturyzowane szczurki na widok większego czworonoga. Mam na myśli zdumiewającą pewność siebie, z jaką każdy szanujący się york porusza się po ulicach. Nie zdaje on sobie bowiem sprawy ze swoich rozmiarów. Dzielnie maszeruje z wysoko zadartą główką i postawą "świat należy do mnie". Nie ma znaczenia, czy spotka jamnika i owczarka, a nawet jeśli się czegoś przestraszy, to nie ucieknie, tylko zaatakuje. "Atak" w jego przypadku oznacza dziki wrzask, który właściciele tych psów nierzadko mają okazję usłyszeć.
Upartość.
Yorkshire, jak każdy terrier, jest uparty jak osioł. Jest bardzo cierpliwy i nie poddaje się szybko. Znalazł zabawkę schowaną na szafie? Będzie leżał pod szafą, dopóki jej nie dostanie. Rzucana w krzaki piłka gdzieś się zawieruszyła? Będzie węszył, krążył, szukał, aż jej nie znajdzie. Bez względu na to, czy chodzi o zabawki, jedzenie czy miejsce do spania, york będzie chciał zawsze postawić na swoim. Ustępując temu "rozkosznemu słodziakowi" możemy jedynie go rozpieścić. A yorki skłonności do tyranii przejawiają już w dzieciństwie...
Energiczność.
Choć na pewno istnieją rasy bardziej aktywne i pobudliwe od yorkshire terrierów (Tesia? ;) , zawsze starałam się przekonywać ludzi zachwycających się Dusiem, że to nie jest "zabawka, poduszkowiec". To normalny pies, który również potrzebuje się wybiegać. W przeciwnym razie całą swoją energię zużyje w inny sposób... Ofiarą może stać się nasze mieszkanie bądź nasz słuch, możemy wyhodować też sobie yorka-erotomana. Mój mały Dzikus od czasu kastracji całą swoją energię zużywa na męczenie zabawek i aportowanie. Kręci go wszystko, co można pogryźć, rzucić, przynieść. Cieszę się, że wyżywa się na lateksowej kaczce, a nie na moich skórzanych butach...

A tak btw: uwielbiam w yorkach to, że mogę fundować mu różne fryzurki, niekoniecznie z kiteczkami i włosem do ziemi. Mogę go obciąć na łyso, zrobić z niego nietoperza, zrobić mu pędzelek na ogonku... Bo on i tak odrośnie, bez względu na to, jak bardzo go skrzywdzę! ;)

23 sierpnia 2009

Nowa fryzurka

Sprawiając Dusiowi nową fryzurkę, nie spodziewałam się, że wywoła ona tak wiele emocji. Owszem, jest trochę kontrowersyjna, nieczęsto przecież spotyka się wygolone yorki z irokezem i wielkimi owłosionymi uszami. Wzbudzamy więc sensację podczas spacerów. W ciągu jednego z nich dowiedziałam się, że Aidi jest tchórzofretką, królikiem i bardzo brzydkim psem, a Tess została spanielem. Nie muszę chyba dodawać, że jest to radosna twórczość przechodniów?
Przyzwyczaiłam się już do tego, że ludzie zwracają na nas uwagę. Zazwyczaj słyszę za plecami "jakie słodkie, śliczne, etc". Już dawno przestałam słuchać tych komentarzy. Czasem jednak jest to uciążliwe, a jak mam zły humor - cholernie irytujące. Bo, jak dziś słusznie zauważyła koleżanka klubowa, ludzie często zachowują się, jakby nigdy nie widzieli psa na oczy. I nigdy psa nie dotykali.
Trudno jest też nie zwracać uwagi na dzieciaki, które przyklejają się do moich czworonogów ze wszystkich stron. Zazwyczaj nie mam nic przeciwko(pod warunkiem, że "głaskanie pieska" nie oznacza wydłubywania mu oka), bo jest to dobra okazja do socjalizacji. Zresztą chyba byłabym wredna, gdybym na każde "czy można pogłaskać pieeeesskkaaaaa?" odwarkiwała "nie" i zabierała swoje psiaki z daleka od bezbronnego ludzkiego potomstwa ;)

16 czerwca 2009

Zawody Agility Frankfurt/O

Podczas gdy polscy agilitomaniacy bawili się na Międzynarodowym Pucharze Ras, klub HOP Szczecin wybrał się na Zawody Agility we Furstenbergu(czyli w dziurze pod Frankurtem/O). Wyruszyliśmy troszkę mniejszą ekipą, ale i tak wyjazd był bardzo udany. Troszkę pucharków, fotek, mnóstwo zabawy i pozytywne wrażenia.

Pierwszego dnia zajęliśmy dwa razy 2 miejsce i otrzymaliśmy 2 oceny bdb. W A1 mieliśmy jedną odmowę przed salomem, Duś zaczął się krztusić i wszedł złą stroną. W jumpingu jeden błąd... w slalomie. Byłam także krok od pomylenia ostatniej sekwencji przeszkód, dobrze, że jakoś w porę udało mi się pokonać stres i poprowadzić Aidka poprawnie. Wyprzedził nas totalnie nakręcony border terrier, który drugiego dnia okazał się być nie do opanowania... Dzięki temu udało nam się drugiego dnia zdobyć 1 miejsce i ocenę doskonałą! Ponadto był to bieg na czysto i w normie czasu, tak więc, na pierwszych zawodach w A1, udało nam się zdobyć pierwszą łapkę do A2!!!
Ten Dusiowy przebieg można obejrzeć tutaj dzięki Piotrkowi :)

Nie pobiegliśmy drugiego dnia jumpingu, bo Aiduś przed drugą przeszkodą się poślizgnął i zaczął kuleć. Przestraszyłam się, wzięłam mojego bohatera na ręce i zabrałam go z toru. Zaprzyjaźniony Niemiec biegający z papillonem(zaprzyjaźniony, bo jedyny anglojęzyczny) od razu podbiegł i zaprowadził nas do wetki. Obejrzała Dunia i stwierdziła, że nic mu się nie stało. Dusiek przestał kuleć w momencie gdy zobaczył piłkę. Kocham to prosię.