13 października 2009

problemy natury techniczno-anschlussowej

Mieszkanie na wsi ma pewne zalety i wady.
Wlasciwie ma mnostwo zalet i jedna, zasadnicza wade - ogromne problemy z lacznoscia ze swiatem.

Zawieszamy wiec dzialalnosc na czas nieokreslony z powodow technicznych.

3 września 2009

Drugie oblicze yorka

W przeciągu ostatnich kilku lat te psy podbiły serca Polaków. Yorków jak mrówków. W sumie nie dziwię się temu aż tak bardzo - jeśli trafi się na prawidłowy egzemplarz - łatwo jest się w nich zakochać. Mają jednak równie wiele przeciwników, ile wielbicieli. Nie chcę tutaj roztrząsać powodów, dla którego coraz więcej ludzi pragnie posiadać tego małego psiaka, choć trzeba przyznać, że ich popularność wśród miłośników "miniaturek" miała bardzo zły wpływ na tą rasę. Jako że jestem zagorzałą zwolenniczką yorków z charakterem, chciałabym wymienić kilka cech, które prawdziwy yorkshire - jako terrier z krwi i kości - posiada. Bywają one uciążliwe, nieraz doprowadzają mnie do szału, ale to właśnie za nie najbardziej kocham Aidka.
Zadziorność.
Nie, nie chodzi mi tutaj o dziką furię, w którą wpadają zminiaturyzowane szczurki na widok większego czworonoga. Mam na myśli zdumiewającą pewność siebie, z jaką każdy szanujący się york porusza się po ulicach. Nie zdaje on sobie bowiem sprawy ze swoich rozmiarów. Dzielnie maszeruje z wysoko zadartą główką i postawą "świat należy do mnie". Nie ma znaczenia, czy spotka jamnika i owczarka, a nawet jeśli się czegoś przestraszy, to nie ucieknie, tylko zaatakuje. "Atak" w jego przypadku oznacza dziki wrzask, który właściciele tych psów nierzadko mają okazję usłyszeć.
Upartość.
Yorkshire, jak każdy terrier, jest uparty jak osioł. Jest bardzo cierpliwy i nie poddaje się szybko. Znalazł zabawkę schowaną na szafie? Będzie leżał pod szafą, dopóki jej nie dostanie. Rzucana w krzaki piłka gdzieś się zawieruszyła? Będzie węszył, krążył, szukał, aż jej nie znajdzie. Bez względu na to, czy chodzi o zabawki, jedzenie czy miejsce do spania, york będzie chciał zawsze postawić na swoim. Ustępując temu "rozkosznemu słodziakowi" możemy jedynie go rozpieścić. A yorki skłonności do tyranii przejawiają już w dzieciństwie...
Energiczność.
Choć na pewno istnieją rasy bardziej aktywne i pobudliwe od yorkshire terrierów (Tesia? ;) , zawsze starałam się przekonywać ludzi zachwycających się Dusiem, że to nie jest "zabawka, poduszkowiec". To normalny pies, który również potrzebuje się wybiegać. W przeciwnym razie całą swoją energię zużyje w inny sposób... Ofiarą może stać się nasze mieszkanie bądź nasz słuch, możemy wyhodować też sobie yorka-erotomana. Mój mały Dzikus od czasu kastracji całą swoją energię zużywa na męczenie zabawek i aportowanie. Kręci go wszystko, co można pogryźć, rzucić, przynieść. Cieszę się, że wyżywa się na lateksowej kaczce, a nie na moich skórzanych butach...

A tak btw: uwielbiam w yorkach to, że mogę fundować mu różne fryzurki, niekoniecznie z kiteczkami i włosem do ziemi. Mogę go obciąć na łyso, zrobić z niego nietoperza, zrobić mu pędzelek na ogonku... Bo on i tak odrośnie, bez względu na to, jak bardzo go skrzywdzę! ;)

23 sierpnia 2009

Nowa fryzurka

Sprawiając Dusiowi nową fryzurkę, nie spodziewałam się, że wywoła ona tak wiele emocji. Owszem, jest trochę kontrowersyjna, nieczęsto przecież spotyka się wygolone yorki z irokezem i wielkimi owłosionymi uszami. Wzbudzamy więc sensację podczas spacerów. W ciągu jednego z nich dowiedziałam się, że Aidi jest tchórzofretką, królikiem i bardzo brzydkim psem, a Tess została spanielem. Nie muszę chyba dodawać, że jest to radosna twórczość przechodniów?
Przyzwyczaiłam się już do tego, że ludzie zwracają na nas uwagę. Zazwyczaj słyszę za plecami "jakie słodkie, śliczne, etc". Już dawno przestałam słuchać tych komentarzy. Czasem jednak jest to uciążliwe, a jak mam zły humor - cholernie irytujące. Bo, jak dziś słusznie zauważyła koleżanka klubowa, ludzie często zachowują się, jakby nigdy nie widzieli psa na oczy. I nigdy psa nie dotykali.
Trudno jest też nie zwracać uwagi na dzieciaki, które przyklejają się do moich czworonogów ze wszystkich stron. Zazwyczaj nie mam nic przeciwko(pod warunkiem, że "głaskanie pieska" nie oznacza wydłubywania mu oka), bo jest to dobra okazja do socjalizacji. Zresztą chyba byłabym wredna, gdybym na każde "czy można pogłaskać pieeeesskkaaaaa?" odwarkiwała "nie" i zabierała swoje psiaki z daleka od bezbronnego ludzkiego potomstwa ;)

22 sierpnia 2009

Letnie zawody - fotorelacja

PPA Legnica 1-2.08.09











Bałtyckie Zawody Agility 8-9.08.09























Letnie zawody agility

Na początku sierpnia miały miejsce dwa ważne wydarzenia, czyli Puchar Polski Agility w Legnicy i Bałtyckie Zawody w Sopocie. Legnica jak zwykle świetnie zorganizowana, fajny sędzia i nagrody, zakręcone torki. Sopot, choć podobno debiutowali jako organizatorzy, też świetnie się spisali. Sędzia mi trochę mniej podpasował, ale tylko ze względu na sposób mierzenia długości toru - krokami, poza tym miałam wrażenie, że mierzy długość drogi przewodnika, nie psa. Ale jak to mówią, złej baletnicy to i spódnica przeszkadza... Całą winę zwalam bowiem na nieludzki upał. Dusiowi w ogóle nie chciało się biegać, w Legnicy przeżywał jeszcze traumę z Frankfurtu, czyli ten felerny skok. Pozbieraliśmy mnóstwo punktów karnych za takie głupoty jak odmowa na huśtawce czy kładce, mnóstwo wyłamań w slalomie, złe wejścia w slalom... I jak zwykle okazało się, że Aidi, który zawsze na treningach trafia lewym barkiem, nagle nie potrafi wejść dobrze w slalom. Udało nam się raz i to tylko dlatego, że mu delikatnie stronę zasugerowałam. Ogólnie rzecz biorąc, miałam wrażenie, że Aidek się cholernie męczy. I jak tu się odstresować w takich warunkach?

Pomimo tego jestem z Dusia straszliwie dumna. Z Tesi też jestem dumna - ślicznie zaprezentowała się hodowczyni, którą spotkałyśmy w Sopocie. Młoda otrzymała przydomek "Szczypior" i okazała się być najjaśniejszym szetlandem jakiego widziano.

Oby więcej było takich wyjazdów. Bo było przesympatycznie.

31 lipca 2009

W ciągłej podróży

Ciągle gdzieś jeżdżę. Ostatnie półtora tygodnia spędziłam w przeuroczym i przesłonecznym włoskim kurorcie Rimini. Także psiaki miały urlop - Dunio z moją mamą, Tesia z klubowymi znajomymi. Było fajnie, ale tutaj, z ogonami, jest jeszcze lepiej.

Po powrocie czekała na mnie masa niespodzianek. Aidi jadł pedigree, Tess jest wypłoszem, a komputer... popsuł się po raz kolejny. Jako, że nic mnie tak nie irytuje jak brak kontaktu ze światem, podjęłam męską decyzję - idę kupić nowy sprzęt. Ale to dopiero po powrocie, wybieramy się bowiem do Legnicy na zawody agility. Z Legnickimi Polami mam bardzo pozytywne wspomnienia - to tam debiutowaliśmy rok temu.

Chciałabym napisać w końcu post o treści "dziś moje psy dokonały..." jednak moje psy niczego nie dokonują aktualnie, poza ciągłym sianiem zniszczenia i podbijaniem świata. Należy przez to rozumieć darcie gazet, gryzienie butów i spacerowanie po osiedlu. Ale spokojnie, w końcu czegoś dokonają. Liczę bardziej na Aidiego, który jutro po raz kolejny startuje w A1, tyle że po raz pierwszy w Polsce.

Już nie mogę się doczekać, kiedy siądę sobie na kanapie i na kolanach będę trzymać superszybkiego i śmigającego jak ta lala laptopka. Po prawicy mojej będzie leżał Aidi, po lewicy Tesia, na stoliczku kubek z dobrą herbatką, a za oknem będzie zapadał zmierzch...

11 lipca 2009

Szczenię wkurza

Posiadanie szczeniaka jest absolutnie cudownym, niepowtarzalnym przeżyciem.
Jest to niepowtarzalne przeżycie także dla mieszkania.

Ile jeden mały chudy szelciak może narobić szkód przez godzinę? Odpowiedź jest bardzo prosta - nieskończenie wiele. Rozbite dwie doniczki, ziemia wysypana z pięciu, schowane(!) gazety podarte w strzępki, obgryziona wypożyczona(!!!) "Biologia" Villego, kable od niewiadomoczego prodziabane. Jak widać, Tesia używa głównie swoich ząbków. Modlę się, by zaczęła używać także rozumku.
A rano zdążyłam odkurzyć, umyć podłogi, ogarnąć w ogóle....