10 stycznia 2011

Trzy kolory

Z serii trzy kolory, a właściwie trzy stany emocjonalne.

Po pierwsze: podekscytowanie.

Na myśl o niesamowicie atrakcyjnych seminariach agilitowych, na które udało mi się bezczelnie wkręcic, przechodzą mnie ciarki po plecach. Jeszcze nigdy nie cwiczyłyśmy tak często pod okiem tak znakomitych zawodników i po prostu nie mogę się doczekac! Korzystając z chwilowych podtopów udało nam się wkręcic na teren i pobiec kilka sekwencji, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że Teśka jest mistrzem wszechświata. Więc pozostaje tylko odliczac dni!

Po drugie: nadzieja.

Z nadzieją spoglądam przez okno, marząc o tym, by w tym roku nie spadł już ani jeden płatek śniegu. Żaby temperatura rosła i rosła, a świat ocieplał się i wysychał. Może jak się tak mocno na tym skoncentruje, to się spełni?

Po trzecie: irytacja.

Niezmiernie denerwuje mnie Teśka, a właściwie jej cieczka. A właściwie to Aidi i jego reakcja na cieczkę. Mój wykastrowany pies stał się największym podrywaczem, jakiego gościła ta wieś. Mój pozbawiony jąder pies zaleca się do mojej nieletniej suki. Mój absolutnie niemęski pies próbuje stanąc na wysokości zadania i udaje mężczyznę. Właściwie, to jest to nawet zabawne. Zwłaszcza gdy sytuacja wymaga zachowania powagi ;) W razie W, we're safe.


zdjęcia aktualne, bowiem nas roztopiło









30 grudnia 2010

Agilitowe przemyślenia

W związku z nieprzychylną aurą pogodową i mnóstwem czasu spędzanego przed monitorem, wysnułam pewne wnioski. Inspirujące rozwiązania, które przychodzą mi do głowy, mają więcej wspólnego z powieściami fantasy aniżeli z agilitowymi realiami w Polsce. Niemały wpływ na ten intensywny proces myślowy miała dyskusja na pewnym forum, która zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie - już dawno nie czytałam tak wartościowego wątku, tworzonego przez ludzi z ogromną wiedzą, którą nie mają szansy się podzielic.

Marzą mi się świadomi i ostrożni zawodnicy. Świadomi swoich ruchów, swojego handlingu, świadomi sposobu, w jaki porusza się ich pies. Zdający sobie sprawę z tego, że to oni powinni wiedziec, dokąd prowadzą psa, a on całkowicie podporządkowuje się ich gestom. Nawet najlepiej wyszkolony pies bez swojego przewodnika na torze niczego nie dokona, to takie oczywiste, a tak często o tym zapominamy. A psa z potencjałem, któremu spieprzyliśmy podstawy, obwinia się za wszystko. Bo skoczył strefę, bo zrzucił, co za zlośliwe stworzenie!

Czasem myślę sobie, że każdy kurs powinien zaczynac się od zajęc teoretycznych. Kilka godzin spędzonych na słuchaniu o technice skoku, skracaniu wykroku, ciasnych skrętach, kontakcie na torze, timingu, czy chociażby zmianach i psich sygnałach uświadomiłoby ludziom zaczynającym przygodę z tym sportem, jak wielką zmianą dla psa jest pierwszy trening agility. I jak wielką sztuką jest, by pozostała tak świetną zabawą jak na początku.

15 grudnia 2010

Zamiast marudzic, jak bardzo brakuje mi agilitowania, dłuuugich spacerów czy porannego aportowania, uparcie próbuję znaleźc coś, co sprawi mi i psom równie dużo przyjemności.
Z miernym skutkiem, niestety.

Ćwiczymy oczywiście sztuczki, ale jak wiadomo, nie należę do najbardziej kreatywnych w tej dziedzinie. Jak Teśka ma dobry dzień, to mimo mojej, że tak to ujmę, umysłowej impotencji, kończy się to fantastycznie - wymyśliła na przykład sztuczkę polegającą na wkładaniu pyszczka i łapek u uchwyt od szafki :) Ale jeśli wyobraźnia Teśki zawodzi, to kończy się to mniej więcej tak: dobra, zamykanie drzwi już było, zamykanie szuflady w kuchni też, zamykanie szufady od komody..? no też, no to może szuflada w łazience? Swoją drogą, dzięki temu już nie muszę się schylac, po prostu używam psa ;)

Taki mały skrócik tego, co się dzieje u nas na Dzikim Zachodzie:

13 grudnia 2010

Teśka w Openach

Trochę czasu już minęło od naszego debiutu w Openach. Dzięki pewnemu wirusowi, który przechadza sie aktualnie w okolicach mojego gardła i pozdrawia wszystkich serdecznie, mam chwilę czasu, by to podsumowac.

Przede wszystkim, nasz wygrany bieg. Teśka zajęła 2 miejsce na ok. 50 psów, wyprzedził ją jedynie szalony JRT. Bardzo mi się ten bieg podoba, uważam jedynie, że na hopce przed kładką mogłam zrobic coś ładniejszego, ale wysłanie na wprost wydawało mi się najbardziej naturalną drogą dla małego mondzioła i zapewne miałabym racje, gdyby te zawody odbywały się na trawie, a nie na nieco spowalniającej małe psy wełnie. Mało psów, również trójkowych, zaliczyło ten bieg na czysto.



Jumping Open z 1 odmową na przedostatniej hopce, pewnie drgnął mi którys mięsien lub też nie byłam całkowicie pewna tego ruchu.




Egzamin z flajerkiem z huśtawki. W ogóle hustawka okazała sie dla nas dramatyczna, jakby Teś pierwszy raz coś takiego widział na oczy. Dziwi mnie to, ponieważ cwiczymy bardzo dużo Bang Game, zamykanie szuflad, dobijanie deski itp. No cóż, pocwiczymy jeszcze więcej :)



Ekhm, na sobotę opuścmy może zasłonę milczenia ;) Nasze bieganie pozostawiało wiele do życzenia, początkowo pies gubił mnie, potem ja gubiłam psa, aż w końcu pies zaczął gubic przeszkody. Stres, zmęczenie, brak koordynacji, ale to chyba standardowa procedura przy pierwszych startach w Openach, prawda?
Szkoda tylko łapki, ale wszystko przed nami!

29 października 2010

Uroki psa niejadka

Wtorkowy wieczór. Psy wyspacerowane, z czyściutkimi łapkami, powoli szykują się do spania. Każdy dobiera sobie kolana bądź też kanapę wedle upodobań, wzdycha i pochrapuje. Ale nie Tesia. Tesia wieczorami jest zmuszana do tycia. Dosłownie.

Przyzwyczaiłam się już, że szelciak zawsze zjada tylko połowę posiłku, niezależnie od jego wielkości i odchodzi od miseczki z miną "jedz se sama". Zaakceptowałam fakt, że jeśli nie ugotuję czasem jakiegoś kurczaczka czy nie zaproponuję parówki podczas szkolenia, mogę narazic swojego psa na śmierc głodową. To oczywiste, że, pełna obaw, podpytuję weterynarza przy każdej możliwej okazji, czy ten pies nie jest za chudy. Zawsze słyszę, że mam się nie martwic, bo ona jest w kondycji psa sportowego.

Ale jeśli daje mojej suce ciasteczko, pyszne psie ciasteczko zwane również, nie bez powodu, przysmakiem tudzież smakołykiem, to liczę na to, że ona go zje, a nie się nim pobawi?! I odda potem Aidkowi?!

18 października 2010

Tesia sztukmistrzem

Lato jest niezaprzeczalnie czasem agility - ciepła pogoda i mnóstwo wolnego czasu sprzyjają wyjazdom na zawody i niemalze codziennym treningom. Wraz z żółknięciem liści i nadejściem pierwszych przymrozków szukamy zajęcia zastępczego, które pomogłoby trochę zając Teśkę, by nie szukała sobie zajęc sama - to kończy się tragicznie dla moich notatek, butów i majtek.

Jako że mój mózg, pochłaniający codziennie niezliczone ilości informacji, włączył sobie tryb naukowy, również to, co nienaukowe i przyziemne, szufladkuje i przydziela do różnych kategorii. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż zaprezentowac filmik, który został wykonany metodą ekspresową pomiędzy nauką tego, a nauką owego, w taki właśnie sposób:

Teza: Wzrost temperatury jest odwrotnie proporcjonalna do ilości sesji klikerowych.
Oznacza to, że spadek temperatury sprzyja sesjom klikerowym. Niestety, pomimo że osiągnęłam wyżyny kreatywności, ilośc czasu poświęcanego sztuczkom znacznie przewyższa ilosc cwiczonych sztuczek. Więc eksperymentujemy z sztuczką z filmiku, znajdując w domu coraz więcej przedmiotów, które można gdzieś włożyc ;) Można wrzucic papierki do kosza, skarpetkę do pralki, łyżeczkę do kubka, papierki do pralki lub nawet skarpetkę do kubka. To się nazywa wyobraźnia!

Dowód:



16 października 2010

Jesien

Poranki zaskakują. Jednego dnia człowiek radośnie spędza sobie słoneczne popołudnie na spacerze z psami, czerpiąc niesamowitą przyjemnośc z focenia odzianej w śliczne, różowawe szeleczki suki:



a następnego ranka nie jest pewien, czy na pewno trafił po właściwy adres, bo trawnik uległ zmrożeniu i ani trochę nie przypomina optymistycznie zielonej trawki, na której jeszcze nie tak dawno wygrzewały(!) się psy. Oprócz tego zaczął się okres "wstaję - ciemno, kładę się - ciemno", więc człowiek naprawdę może się pogubic.

Oczywiście o futrzastej suce trudno by było zapomniec, bo włóczy się to to za mną wszędzie, na kolana pcha się i robi różne inne jesienne rzeczy, które działają na mnie rozczulająco. Jest chyba najbardziej elastyczną suką na świecie - szaleje na torze, drze japę niesamowicie, jeździ po Aidku, a wieczorami, jak gdyby nigdy nic, zwija się w kłębuszek przy moich stopach, udając malutkiego, bezbronnego szczeniaczka.

Beznadziejnie uwielbiam tego małego głupka, uwielbiam go nawet wtedy, gdy wykorzystując chwile nieuwagi wskakuje na stół i robi imprezę, serwując wszystkim ciastka i czekoladowe "Michałki". Zostawiła mi papierki na podłodze. Kochana sunia!




PS. Spanielowi na spacerach majtają się uszy!