moja suksuczka jest idealna.

9 lutego 2011
8 lutego 2011
Strefki, strefki
Dziś z sukiem pobiegałam po raz ostatni przez zawodami kwalifikacyjnymi. Chciałabym móc powiedziec, że jadę absolutnie for fun, ale nie da się ukryc, że marzy mi się łapka i może jakiś ołpenik na podium. Poza tym przed nami wspaniały weekend, spędzony pośród zapsionych ludzi i ich kudłaczy wszelakiej maści, w pobliżu cudownego miasta, które stanie się naszym miastem już za kilka miesięcy :)
Poza tym, że biegałam, obserwowałam Tesinka bardzo uważnie, gdyż od września zeszłego roku cwiczyłyśmy pozycję 2o2o. Najważniejsze było dla mnie zrozumienie pozycji i sensu zatrzymywania się na strefie. Początki były trudne, ale dogadałyśmy się na tyle dobrze, że Tess biegnie do samego końca, zatrzymując się czasem ostatnim pazurkiem. Odpowiada mi to - wiem, że chce jak najszybciej wykonac zadanie, nie skrada się, nie robi idiotycznych wygibasów i jest niezależna ode mnie. Gdy tylko skończą się wszystkie egzaminy, wykupię abonament na torek, zatankuję focusika do pełna i będę codziennie po śniadaniu cwiczyc kładkę, żeby wypracowac zarówno biegane, jak i zatrzymywane ;) Marzy mi się to od dawna, a właściwie od seminarium z Magdą Ziółkowską, i jest to do zrobienia - patrz Kisa i Polona Bonac. Biorąc pod uwagę łatwośc, z jaką Teśka nauczyła się 2 na 2, może nam się udac.
Cwiczyłysmy jeszcze niezależne wysylanie naprzód, gdy przewodnik praktycznie stoi, i oficjalnie stwierdzam, że Nigel byłby z nas dumny. Zresztą po obejrzeniu tego filmiku stwierdziłam że to wstyd, żeby pies nie potrafił się wysłac na kilka hopek czy przez hopka-tunel-hopka.
Tak więc jeśli pańcia czegoś nie spieprzy, to Tesinek da radę.
Poza tym, że biegałam, obserwowałam Tesinka bardzo uważnie, gdyż od września zeszłego roku cwiczyłyśmy pozycję 2o2o. Najważniejsze było dla mnie zrozumienie pozycji i sensu zatrzymywania się na strefie. Początki były trudne, ale dogadałyśmy się na tyle dobrze, że Tess biegnie do samego końca, zatrzymując się czasem ostatnim pazurkiem. Odpowiada mi to - wiem, że chce jak najszybciej wykonac zadanie, nie skrada się, nie robi idiotycznych wygibasów i jest niezależna ode mnie. Gdy tylko skończą się wszystkie egzaminy, wykupię abonament na torek, zatankuję focusika do pełna i będę codziennie po śniadaniu cwiczyc kładkę, żeby wypracowac zarówno biegane, jak i zatrzymywane ;) Marzy mi się to od dawna, a właściwie od seminarium z Magdą Ziółkowską, i jest to do zrobienia - patrz Kisa i Polona Bonac. Biorąc pod uwagę łatwośc, z jaką Teśka nauczyła się 2 na 2, może nam się udac.
Cwiczyłysmy jeszcze niezależne wysylanie naprzód, gdy przewodnik praktycznie stoi, i oficjalnie stwierdzam, że Nigel byłby z nas dumny. Zresztą po obejrzeniu tego filmiku stwierdziłam że to wstyd, żeby pies nie potrafił się wysłac na kilka hopek czy przez hopka-tunel-hopka.
Tak więc jeśli pańcia czegoś nie spieprzy, to Tesinek da radę.
5 lutego 2011
Naturalizm w praktyce
Naprawdę niezmiernie szkoda mi osób, które marzą o psie, a takowego gatunku posiadać z różnych powodów nie mogą. Obserwowanie moich burków nie tylko dostarcza mi codziennej rozrywki, ale i leczy z konsumpcyjnych poglądów na świat. Podczas najsilniejszej pizgawicy na świecie wystarczy godzina spędzona po kostki w błocie, by czuc się całkowicie oczyszczonym, aż miło się robi. Bardzo wywietrzonym przy okazji, ale warto.
Aidek jest psem myśliwskim, Tesia pasterskim, i nie trzeba byc wielkim kynologiem, by dojśc do takich wniosków. Wystarczy piętnaście minut spaceru, a Dunio puszcza się w pościg za zająco-sarno-dzikami (nigdy nie wiem, co on właściwie goni?), a Tess za nim. A może jednak obok niego. I obiega go raz jeszcze. I podgryza. I się drze. I tak w kółko.
Może to nic wielkiego, może to takie oczywiste, takie naturalne, takie mało zaskakujące, jednak uwielbiam na to patrzec. Dla ludzi, którzy nie zeszli na psy, moje zachowanie jest nie do wytrzymania - zachwycam się każdą rzeczą, które zrobią te głupie ogony. I nie zamierzam tego leczyć!!!
Aidek jest psem myśliwskim, Tesia pasterskim, i nie trzeba byc wielkim kynologiem, by dojśc do takich wniosków. Wystarczy piętnaście minut spaceru, a Dunio puszcza się w pościg za zająco-sarno-dzikami (nigdy nie wiem, co on właściwie goni?), a Tess za nim. A może jednak obok niego. I obiega go raz jeszcze. I podgryza. I się drze. I tak w kółko.
Może to nic wielkiego, może to takie oczywiste, takie naturalne, takie mało zaskakujące, jednak uwielbiam na to patrzec. Dla ludzi, którzy nie zeszli na psy, moje zachowanie jest nie do wytrzymania - zachwycam się każdą rzeczą, które zrobią te głupie ogony. I nie zamierzam tego leczyć!!!
10 stycznia 2011
Trzy kolory
Z serii trzy kolory, a właściwie trzy stany emocjonalne.
Po pierwsze: podekscytowanie.
Na myśl o niesamowicie atrakcyjnych seminariach agilitowych, na które udało mi się bezczelnie wkręcic, przechodzą mnie ciarki po plecach. Jeszcze nigdy nie cwiczyłyśmy tak często pod okiem tak znakomitych zawodników i po prostu nie mogę się doczekac! Korzystając z chwilowych podtopów udało nam się wkręcic na teren i pobiec kilka sekwencji, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że Teśka jest mistrzem wszechświata. Więc pozostaje tylko odliczac dni!
Po drugie: nadzieja.
Z nadzieją spoglądam przez okno, marząc o tym, by w tym roku nie spadł już ani jeden płatek śniegu. Żaby temperatura rosła i rosła, a świat ocieplał się i wysychał. Może jak się tak mocno na tym skoncentruje, to się spełni?
Po trzecie: irytacja.
Niezmiernie denerwuje mnie Teśka, a właściwie jej cieczka. A właściwie to Aidi i jego reakcja na cieczkę. Mój wykastrowany pies stał się największym podrywaczem, jakiego gościła ta wieś. Mój pozbawiony jąder pies zaleca się do mojej nieletniej suki. Mój absolutnie niemęski pies próbuje stanąc na wysokości zadania i udaje mężczyznę. Właściwie, to jest to nawet zabawne. Zwłaszcza gdy sytuacja wymaga zachowania powagi ;) W razie W, we're safe.
zdjęcia aktualne, bowiem nas roztopiło




Po pierwsze: podekscytowanie.
Na myśl o niesamowicie atrakcyjnych seminariach agilitowych, na które udało mi się bezczelnie wkręcic, przechodzą mnie ciarki po plecach. Jeszcze nigdy nie cwiczyłyśmy tak często pod okiem tak znakomitych zawodników i po prostu nie mogę się doczekac! Korzystając z chwilowych podtopów udało nam się wkręcic na teren i pobiec kilka sekwencji, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że Teśka jest mistrzem wszechświata. Więc pozostaje tylko odliczac dni!
Po drugie: nadzieja.
Z nadzieją spoglądam przez okno, marząc o tym, by w tym roku nie spadł już ani jeden płatek śniegu. Żaby temperatura rosła i rosła, a świat ocieplał się i wysychał. Może jak się tak mocno na tym skoncentruje, to się spełni?
Po trzecie: irytacja.
Niezmiernie denerwuje mnie Teśka, a właściwie jej cieczka. A właściwie to Aidi i jego reakcja na cieczkę. Mój wykastrowany pies stał się największym podrywaczem, jakiego gościła ta wieś. Mój pozbawiony jąder pies zaleca się do mojej nieletniej suki. Mój absolutnie niemęski pies próbuje stanąc na wysokości zadania i udaje mężczyznę. Właściwie, to jest to nawet zabawne. Zwłaszcza gdy sytuacja wymaga zachowania powagi ;) W razie W, we're safe.
zdjęcia aktualne, bowiem nas roztopiło
30 grudnia 2010
Agilitowe przemyślenia
W związku z nieprzychylną aurą pogodową i mnóstwem czasu spędzanego przed monitorem, wysnułam pewne wnioski. Inspirujące rozwiązania, które przychodzą mi do głowy, mają więcej wspólnego z powieściami fantasy aniżeli z agilitowymi realiami w Polsce. Niemały wpływ na ten intensywny proces myślowy miała dyskusja na pewnym forum, która zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie - już dawno nie czytałam tak wartościowego wątku, tworzonego przez ludzi z ogromną wiedzą, którą nie mają szansy się podzielic.
Marzą mi się świadomi i ostrożni zawodnicy. Świadomi swoich ruchów, swojego handlingu, świadomi sposobu, w jaki porusza się ich pies. Zdający sobie sprawę z tego, że to oni powinni wiedziec, dokąd prowadzą psa, a on całkowicie podporządkowuje się ich gestom. Nawet najlepiej wyszkolony pies bez swojego przewodnika na torze niczego nie dokona, to takie oczywiste, a tak często o tym zapominamy. A psa z potencjałem, któremu spieprzyliśmy podstawy, obwinia się za wszystko. Bo skoczył strefę, bo zrzucił, co za zlośliwe stworzenie!
Czasem myślę sobie, że każdy kurs powinien zaczynac się od zajęc teoretycznych. Kilka godzin spędzonych na słuchaniu o technice skoku, skracaniu wykroku, ciasnych skrętach, kontakcie na torze, timingu, czy chociażby zmianach i psich sygnałach uświadomiłoby ludziom zaczynającym przygodę z tym sportem, jak wielką zmianą dla psa jest pierwszy trening agility. I jak wielką sztuką jest, by pozostała tak świetną zabawą jak na początku.
Marzą mi się świadomi i ostrożni zawodnicy. Świadomi swoich ruchów, swojego handlingu, świadomi sposobu, w jaki porusza się ich pies. Zdający sobie sprawę z tego, że to oni powinni wiedziec, dokąd prowadzą psa, a on całkowicie podporządkowuje się ich gestom. Nawet najlepiej wyszkolony pies bez swojego przewodnika na torze niczego nie dokona, to takie oczywiste, a tak często o tym zapominamy. A psa z potencjałem, któremu spieprzyliśmy podstawy, obwinia się za wszystko. Bo skoczył strefę, bo zrzucił, co za zlośliwe stworzenie!
Czasem myślę sobie, że każdy kurs powinien zaczynac się od zajęc teoretycznych. Kilka godzin spędzonych na słuchaniu o technice skoku, skracaniu wykroku, ciasnych skrętach, kontakcie na torze, timingu, czy chociażby zmianach i psich sygnałach uświadomiłoby ludziom zaczynającym przygodę z tym sportem, jak wielką zmianą dla psa jest pierwszy trening agility. I jak wielką sztuką jest, by pozostała tak świetną zabawą jak na początku.
15 grudnia 2010
Zamiast marudzic, jak bardzo brakuje mi agilitowania, dłuuugich spacerów czy porannego aportowania, uparcie próbuję znaleźc coś, co sprawi mi i psom równie dużo przyjemności.
Z miernym skutkiem, niestety.
Ćwiczymy oczywiście sztuczki, ale jak wiadomo, nie należę do najbardziej kreatywnych w tej dziedzinie. Jak Teśka ma dobry dzień, to mimo mojej, że tak to ujmę, umysłowej impotencji, kończy się to fantastycznie - wymyśliła na przykład sztuczkę polegającą na wkładaniu pyszczka i łapek u uchwyt od szafki :) Ale jeśli wyobraźnia Teśki zawodzi, to kończy się to mniej więcej tak: dobra, zamykanie drzwi już było, zamykanie szuflady w kuchni też, zamykanie szufady od komody..? no też, no to może szuflada w łazience? Swoją drogą, dzięki temu już nie muszę się schylac, po prostu używam psa ;)
Taki mały skrócik tego, co się dzieje u nas na Dzikim Zachodzie:
Z miernym skutkiem, niestety.
Ćwiczymy oczywiście sztuczki, ale jak wiadomo, nie należę do najbardziej kreatywnych w tej dziedzinie. Jak Teśka ma dobry dzień, to mimo mojej, że tak to ujmę, umysłowej impotencji, kończy się to fantastycznie - wymyśliła na przykład sztuczkę polegającą na wkładaniu pyszczka i łapek u uchwyt od szafki :) Ale jeśli wyobraźnia Teśki zawodzi, to kończy się to mniej więcej tak: dobra, zamykanie drzwi już było, zamykanie szuflady w kuchni też, zamykanie szufady od komody..? no też, no to może szuflada w łazience? Swoją drogą, dzięki temu już nie muszę się schylac, po prostu używam psa ;)
Taki mały skrócik tego, co się dzieje u nas na Dzikim Zachodzie:
13 grudnia 2010
Teśka w Openach
Trochę czasu już minęło od naszego debiutu w Openach. Dzięki pewnemu wirusowi, który przechadza sie aktualnie w okolicach mojego gardła i pozdrawia wszystkich serdecznie, mam chwilę czasu, by to podsumowac.
Przede wszystkim, nasz wygrany bieg. Teśka zajęła 2 miejsce na ok. 50 psów, wyprzedził ją jedynie szalony JRT. Bardzo mi się ten bieg podoba, uważam jedynie, że na hopce przed kładką mogłam zrobic coś ładniejszego, ale wysłanie na wprost wydawało mi się najbardziej naturalną drogą dla małego mondzioła i zapewne miałabym racje, gdyby te zawody odbywały się na trawie, a nie na nieco spowalniającej małe psy wełnie. Mało psów, również trójkowych, zaliczyło ten bieg na czysto.
Jumping Open z 1 odmową na przedostatniej hopce, pewnie drgnął mi którys mięsien lub też nie byłam całkowicie pewna tego ruchu.
Egzamin z flajerkiem z huśtawki. W ogóle hustawka okazała sie dla nas dramatyczna, jakby Teś pierwszy raz coś takiego widział na oczy. Dziwi mnie to, ponieważ cwiczymy bardzo dużo Bang Game, zamykanie szuflad, dobijanie deski itp. No cóż, pocwiczymy jeszcze więcej :)
Ekhm, na sobotę opuścmy może zasłonę milczenia ;) Nasze bieganie pozostawiało wiele do życzenia, początkowo pies gubił mnie, potem ja gubiłam psa, aż w końcu pies zaczął gubic przeszkody. Stres, zmęczenie, brak koordynacji, ale to chyba standardowa procedura przy pierwszych startach w Openach, prawda?
Szkoda tylko łapki, ale wszystko przed nami!
Przede wszystkim, nasz wygrany bieg. Teśka zajęła 2 miejsce na ok. 50 psów, wyprzedził ją jedynie szalony JRT. Bardzo mi się ten bieg podoba, uważam jedynie, że na hopce przed kładką mogłam zrobic coś ładniejszego, ale wysłanie na wprost wydawało mi się najbardziej naturalną drogą dla małego mondzioła i zapewne miałabym racje, gdyby te zawody odbywały się na trawie, a nie na nieco spowalniającej małe psy wełnie. Mało psów, również trójkowych, zaliczyło ten bieg na czysto.
Jumping Open z 1 odmową na przedostatniej hopce, pewnie drgnął mi którys mięsien lub też nie byłam całkowicie pewna tego ruchu.
Egzamin z flajerkiem z huśtawki. W ogóle hustawka okazała sie dla nas dramatyczna, jakby Teś pierwszy raz coś takiego widział na oczy. Dziwi mnie to, ponieważ cwiczymy bardzo dużo Bang Game, zamykanie szuflad, dobijanie deski itp. No cóż, pocwiczymy jeszcze więcej :)
Ekhm, na sobotę opuścmy może zasłonę milczenia ;) Nasze bieganie pozostawiało wiele do życzenia, początkowo pies gubił mnie, potem ja gubiłam psa, aż w końcu pies zaczął gubic przeszkody. Stres, zmęczenie, brak koordynacji, ale to chyba standardowa procedura przy pierwszych startach w Openach, prawda?
Szkoda tylko łapki, ale wszystko przed nami!
Subskrybuj:
Posty (Atom)