W związku z nieprzychylną aurą pogodową i mnóstwem czasu spędzanego przed monitorem, wysnułam pewne wnioski. Inspirujące rozwiązania, które przychodzą mi do głowy, mają więcej wspólnego z powieściami fantasy aniżeli z agilitowymi realiami w Polsce. Niemały wpływ na ten intensywny proces myślowy miała dyskusja na pewnym forum, która zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie - już dawno nie czytałam tak wartościowego wątku, tworzonego przez ludzi z ogromną wiedzą, którą nie mają szansy się podzielic.
Marzą mi się świadomi i ostrożni zawodnicy. Świadomi swoich ruchów, swojego handlingu, świadomi sposobu, w jaki porusza się ich pies. Zdający sobie sprawę z tego, że to oni powinni wiedziec, dokąd prowadzą psa, a on całkowicie podporządkowuje się ich gestom. Nawet najlepiej wyszkolony pies bez swojego przewodnika na torze niczego nie dokona, to takie oczywiste, a tak często o tym zapominamy. A psa z potencjałem, któremu spieprzyliśmy podstawy, obwinia się za wszystko. Bo skoczył strefę, bo zrzucił, co za zlośliwe stworzenie!
Czasem myślę sobie, że każdy kurs powinien zaczynac się od zajęc teoretycznych. Kilka godzin spędzonych na słuchaniu o technice skoku, skracaniu wykroku, ciasnych skrętach, kontakcie na torze, timingu, czy chociażby zmianach i psich sygnałach uświadomiłoby ludziom zaczynającym przygodę z tym sportem, jak wielką zmianą dla psa jest pierwszy trening agility. I jak wielką sztuką jest, by pozostała tak świetną zabawą jak na początku.
30 grudnia 2010
15 grudnia 2010
Zamiast marudzic, jak bardzo brakuje mi agilitowania, dłuuugich spacerów czy porannego aportowania, uparcie próbuję znaleźc coś, co sprawi mi i psom równie dużo przyjemności.
Z miernym skutkiem, niestety.
Ćwiczymy oczywiście sztuczki, ale jak wiadomo, nie należę do najbardziej kreatywnych w tej dziedzinie. Jak Teśka ma dobry dzień, to mimo mojej, że tak to ujmę, umysłowej impotencji, kończy się to fantastycznie - wymyśliła na przykład sztuczkę polegającą na wkładaniu pyszczka i łapek u uchwyt od szafki :) Ale jeśli wyobraźnia Teśki zawodzi, to kończy się to mniej więcej tak: dobra, zamykanie drzwi już było, zamykanie szuflady w kuchni też, zamykanie szufady od komody..? no też, no to może szuflada w łazience? Swoją drogą, dzięki temu już nie muszę się schylac, po prostu używam psa ;)
Taki mały skrócik tego, co się dzieje u nas na Dzikim Zachodzie:
Z miernym skutkiem, niestety.
Ćwiczymy oczywiście sztuczki, ale jak wiadomo, nie należę do najbardziej kreatywnych w tej dziedzinie. Jak Teśka ma dobry dzień, to mimo mojej, że tak to ujmę, umysłowej impotencji, kończy się to fantastycznie - wymyśliła na przykład sztuczkę polegającą na wkładaniu pyszczka i łapek u uchwyt od szafki :) Ale jeśli wyobraźnia Teśki zawodzi, to kończy się to mniej więcej tak: dobra, zamykanie drzwi już było, zamykanie szuflady w kuchni też, zamykanie szufady od komody..? no też, no to może szuflada w łazience? Swoją drogą, dzięki temu już nie muszę się schylac, po prostu używam psa ;)
Taki mały skrócik tego, co się dzieje u nas na Dzikim Zachodzie:
13 grudnia 2010
Teśka w Openach
Trochę czasu już minęło od naszego debiutu w Openach. Dzięki pewnemu wirusowi, który przechadza sie aktualnie w okolicach mojego gardła i pozdrawia wszystkich serdecznie, mam chwilę czasu, by to podsumowac.
Przede wszystkim, nasz wygrany bieg. Teśka zajęła 2 miejsce na ok. 50 psów, wyprzedził ją jedynie szalony JRT. Bardzo mi się ten bieg podoba, uważam jedynie, że na hopce przed kładką mogłam zrobic coś ładniejszego, ale wysłanie na wprost wydawało mi się najbardziej naturalną drogą dla małego mondzioła i zapewne miałabym racje, gdyby te zawody odbywały się na trawie, a nie na nieco spowalniającej małe psy wełnie. Mało psów, również trójkowych, zaliczyło ten bieg na czysto.
Jumping Open z 1 odmową na przedostatniej hopce, pewnie drgnął mi którys mięsien lub też nie byłam całkowicie pewna tego ruchu.
Egzamin z flajerkiem z huśtawki. W ogóle hustawka okazała sie dla nas dramatyczna, jakby Teś pierwszy raz coś takiego widział na oczy. Dziwi mnie to, ponieważ cwiczymy bardzo dużo Bang Game, zamykanie szuflad, dobijanie deski itp. No cóż, pocwiczymy jeszcze więcej :)
Ekhm, na sobotę opuścmy może zasłonę milczenia ;) Nasze bieganie pozostawiało wiele do życzenia, początkowo pies gubił mnie, potem ja gubiłam psa, aż w końcu pies zaczął gubic przeszkody. Stres, zmęczenie, brak koordynacji, ale to chyba standardowa procedura przy pierwszych startach w Openach, prawda?
Szkoda tylko łapki, ale wszystko przed nami!
Przede wszystkim, nasz wygrany bieg. Teśka zajęła 2 miejsce na ok. 50 psów, wyprzedził ją jedynie szalony JRT. Bardzo mi się ten bieg podoba, uważam jedynie, że na hopce przed kładką mogłam zrobic coś ładniejszego, ale wysłanie na wprost wydawało mi się najbardziej naturalną drogą dla małego mondzioła i zapewne miałabym racje, gdyby te zawody odbywały się na trawie, a nie na nieco spowalniającej małe psy wełnie. Mało psów, również trójkowych, zaliczyło ten bieg na czysto.
Jumping Open z 1 odmową na przedostatniej hopce, pewnie drgnął mi którys mięsien lub też nie byłam całkowicie pewna tego ruchu.
Egzamin z flajerkiem z huśtawki. W ogóle hustawka okazała sie dla nas dramatyczna, jakby Teś pierwszy raz coś takiego widział na oczy. Dziwi mnie to, ponieważ cwiczymy bardzo dużo Bang Game, zamykanie szuflad, dobijanie deski itp. No cóż, pocwiczymy jeszcze więcej :)
Ekhm, na sobotę opuścmy może zasłonę milczenia ;) Nasze bieganie pozostawiało wiele do życzenia, początkowo pies gubił mnie, potem ja gubiłam psa, aż w końcu pies zaczął gubic przeszkody. Stres, zmęczenie, brak koordynacji, ale to chyba standardowa procedura przy pierwszych startach w Openach, prawda?
Szkoda tylko łapki, ale wszystko przed nami!
29 października 2010
Uroki psa niejadka
Wtorkowy wieczór. Psy wyspacerowane, z czyściutkimi łapkami, powoli szykują się do spania. Każdy dobiera sobie kolana bądź też kanapę wedle upodobań, wzdycha i pochrapuje. Ale nie Tesia. Tesia wieczorami jest zmuszana do tycia. Dosłownie.
Przyzwyczaiłam się już, że szelciak zawsze zjada tylko połowę posiłku, niezależnie od jego wielkości i odchodzi od miseczki z miną "jedz se sama". Zaakceptowałam fakt, że jeśli nie ugotuję czasem jakiegoś kurczaczka czy nie zaproponuję parówki podczas szkolenia, mogę narazic swojego psa na śmierc głodową. To oczywiste, że, pełna obaw, podpytuję weterynarza przy każdej możliwej okazji, czy ten pies nie jest za chudy. Zawsze słyszę, że mam się nie martwic, bo ona jest w kondycji psa sportowego.
Ale jeśli daje mojej suce ciasteczko, pyszne psie ciasteczko zwane również, nie bez powodu, przysmakiem tudzież smakołykiem, to liczę na to, że ona go zje, a nie się nim pobawi?! I odda potem Aidkowi?!
Przyzwyczaiłam się już, że szelciak zawsze zjada tylko połowę posiłku, niezależnie od jego wielkości i odchodzi od miseczki z miną "jedz se sama". Zaakceptowałam fakt, że jeśli nie ugotuję czasem jakiegoś kurczaczka czy nie zaproponuję parówki podczas szkolenia, mogę narazic swojego psa na śmierc głodową. To oczywiste, że, pełna obaw, podpytuję weterynarza przy każdej możliwej okazji, czy ten pies nie jest za chudy. Zawsze słyszę, że mam się nie martwic, bo ona jest w kondycji psa sportowego.
Ale jeśli daje mojej suce ciasteczko, pyszne psie ciasteczko zwane również, nie bez powodu, przysmakiem tudzież smakołykiem, to liczę na to, że ona go zje, a nie się nim pobawi?! I odda potem Aidkowi?!
18 października 2010
Tesia sztukmistrzem
Lato jest niezaprzeczalnie czasem agility - ciepła pogoda i mnóstwo wolnego czasu sprzyjają wyjazdom na zawody i niemalze codziennym treningom. Wraz z żółknięciem liści i nadejściem pierwszych przymrozków szukamy zajęcia zastępczego, które pomogłoby trochę zając Teśkę, by nie szukała sobie zajęc sama - to kończy się tragicznie dla moich notatek, butów i majtek.
Jako że mój mózg, pochłaniający codziennie niezliczone ilości informacji, włączył sobie tryb naukowy, również to, co nienaukowe i przyziemne, szufladkuje i przydziela do różnych kategorii. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż zaprezentowac filmik, który został wykonany metodą ekspresową pomiędzy nauką tego, a nauką owego, w taki właśnie sposób:
Teza: Wzrost temperatury jest odwrotnie proporcjonalna do ilości sesji klikerowych.
Oznacza to, że spadek temperatury sprzyja sesjom klikerowym. Niestety, pomimo że osiągnęłam wyżyny kreatywności, ilośc czasu poświęcanego sztuczkom znacznie przewyższa ilosc cwiczonych sztuczek. Więc eksperymentujemy z sztuczką z filmiku, znajdując w domu coraz więcej przedmiotów, które można gdzieś włożyc ;) Można wrzucic papierki do kosza, skarpetkę do pralki, łyżeczkę do kubka, papierki do pralki lub nawet skarpetkę do kubka. To się nazywa wyobraźnia!
Dowód:
Jako że mój mózg, pochłaniający codziennie niezliczone ilości informacji, włączył sobie tryb naukowy, również to, co nienaukowe i przyziemne, szufladkuje i przydziela do różnych kategorii. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż zaprezentowac filmik, który został wykonany metodą ekspresową pomiędzy nauką tego, a nauką owego, w taki właśnie sposób:
Teza: Wzrost temperatury jest odwrotnie proporcjonalna do ilości sesji klikerowych.
Oznacza to, że spadek temperatury sprzyja sesjom klikerowym. Niestety, pomimo że osiągnęłam wyżyny kreatywności, ilośc czasu poświęcanego sztuczkom znacznie przewyższa ilosc cwiczonych sztuczek. Więc eksperymentujemy z sztuczką z filmiku, znajdując w domu coraz więcej przedmiotów, które można gdzieś włożyc ;) Można wrzucic papierki do kosza, skarpetkę do pralki, łyżeczkę do kubka, papierki do pralki lub nawet skarpetkę do kubka. To się nazywa wyobraźnia!
Dowód:
16 października 2010
Jesien
Poranki zaskakują. Jednego dnia człowiek radośnie spędza sobie słoneczne popołudnie na spacerze z psami, czerpiąc niesamowitą przyjemnośc z focenia odzianej w śliczne, różowawe szeleczki suki:

a następnego ranka nie jest pewien, czy na pewno trafił po właściwy adres, bo trawnik uległ zmrożeniu i ani trochę nie przypomina optymistycznie zielonej trawki, na której jeszcze nie tak dawno wygrzewały(!) się psy. Oprócz tego zaczął się okres "wstaję - ciemno, kładę się - ciemno", więc człowiek naprawdę może się pogubic.
Oczywiście o futrzastej suce trudno by było zapomniec, bo włóczy się to to za mną wszędzie, na kolana pcha się i robi różne inne jesienne rzeczy, które działają na mnie rozczulająco. Jest chyba najbardziej elastyczną suką na świecie - szaleje na torze, drze japę niesamowicie, jeździ po Aidku, a wieczorami, jak gdyby nigdy nic, zwija się w kłębuszek przy moich stopach, udając malutkiego, bezbronnego szczeniaczka.
Beznadziejnie uwielbiam tego małego głupka, uwielbiam go nawet wtedy, gdy wykorzystując chwile nieuwagi wskakuje na stół i robi imprezę, serwując wszystkim ciastka i czekoladowe "Michałki". Zostawiła mi papierki na podłodze. Kochana sunia!

PS. Spanielowi na spacerach majtają się uszy!



a następnego ranka nie jest pewien, czy na pewno trafił po właściwy adres, bo trawnik uległ zmrożeniu i ani trochę nie przypomina optymistycznie zielonej trawki, na której jeszcze nie tak dawno wygrzewały(!) się psy. Oprócz tego zaczął się okres "wstaję - ciemno, kładę się - ciemno", więc człowiek naprawdę może się pogubic.
Oczywiście o futrzastej suce trudno by było zapomniec, bo włóczy się to to za mną wszędzie, na kolana pcha się i robi różne inne jesienne rzeczy, które działają na mnie rozczulająco. Jest chyba najbardziej elastyczną suką na świecie - szaleje na torze, drze japę niesamowicie, jeździ po Aidku, a wieczorami, jak gdyby nigdy nic, zwija się w kłębuszek przy moich stopach, udając malutkiego, bezbronnego szczeniaczka.
Beznadziejnie uwielbiam tego małego głupka, uwielbiam go nawet wtedy, gdy wykorzystując chwile nieuwagi wskakuje na stół i robi imprezę, serwując wszystkim ciastka i czekoladowe "Michałki". Zostawiła mi papierki na podłodze. Kochana sunia!
PS. Spanielowi na spacerach majtają się uszy!
17 sierpnia 2010
Kładkowe impresje
Jeśli będąc przypadkiem w Szczecinie, zobaczycie gdzieś drobne stworzenie o obłąkanym spojrzeniu mruczące pod nosem "strefa, strefa", zapewne będę to ja, a te myśli w głowie nieuporządkowane to kładkowe refleksje.
Z Husse Agility Cup, który odbył się przy okazji chyba największej kynologicznej imprezy w Polsce wróciłam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony poczynania mojego suka zapierają mi dech w piersiach - skąd się ten burek wziął to ja doprawdy nie mam pojęcia. Z drugiej natomiast - zaczynam tracic zmysły martwiąc się o strefy. Określenie "szaleństwo" jest tutaj w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę obliczenia zamieszczone poniżej.
W związku z diametralną różnicą w sposobie pokonywania kładki na treningach i zawodach pokusiłam się o następujące porównania*:
Tesia - kładka:
na treningu - 2.4 s (zaliczona strefa)
na obozie - ok. 2 s (zaliczona strefa)
na obozie 2 - 1.67 s (bez strefy)
na zawodach - 1.9 s (bez strefy)
Mój pies rozpędza się z biegu na bieg. Na zawodach osiąga prędkości ponaddźwiękowe, znacznie wydłużając wykrok. Moim zdaniem, to jest główna przyczyna zawalania stref na zawodach.
Dla porównania:
Mistrz Świata 2009 small, sheltie - ok. 2 s (strefa zatrzymywana, coś w stylu 2o2o)
Vice-mistrz Świata 2009 small, pudel - 2,2 s (strefa zbiegana, Slovenia team ;)
II Vice-mistrz Świata 2009 small, sheltie - uwaga - ok. 3 s (strefa zatrzymywana, za ręką...)
Marcy Mantel & Wave, sheltie - 2.02 s (strefa zatrzymywana, 2o2o)
Wnioski? Cóż, sezon 2010 dla nas dobiegł końca, starty w zerówkach również. Przed nami pracowity okres treningowy. Cel - świadome strefy. Teśka jeszcze jest gówniarą, więc wszystko da się naprawic. Mam tylko świadomośc, że nigdy nie będę mogła miec stopro pewności, że Tesia zaliczy strefę na kładce. Ah, ten dreszczyk emocji towarzyszący agilitowym startom... ;)
*czasy mierzyłam kilkakrotnie stoperem z filmików, wybierając czas uśredniony. Swoją drogą, bawiłam się przy tym znakomicie, natrafiając na spektakularne porażki kładkowe zawodników światowej klasy ;) Skoro taka Pebbles czy La mogą skakac strefy, to czemu Teśka miałaby byc gorsza?
Z Husse Agility Cup, który odbył się przy okazji chyba największej kynologicznej imprezy w Polsce wróciłam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony poczynania mojego suka zapierają mi dech w piersiach - skąd się ten burek wziął to ja doprawdy nie mam pojęcia. Z drugiej natomiast - zaczynam tracic zmysły martwiąc się o strefy. Określenie "szaleństwo" jest tutaj w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę obliczenia zamieszczone poniżej.
W związku z diametralną różnicą w sposobie pokonywania kładki na treningach i zawodach pokusiłam się o następujące porównania*:
Tesia - kładka:
na treningu - 2.4 s (zaliczona strefa)
na obozie - ok. 2 s (zaliczona strefa)
na obozie 2 - 1.67 s (bez strefy)
na zawodach - 1.9 s (bez strefy)
Mój pies rozpędza się z biegu na bieg. Na zawodach osiąga prędkości ponaddźwiękowe, znacznie wydłużając wykrok. Moim zdaniem, to jest główna przyczyna zawalania stref na zawodach.
Dla porównania:
Mistrz Świata 2009 small, sheltie - ok. 2 s (strefa zatrzymywana, coś w stylu 2o2o)
Vice-mistrz Świata 2009 small, pudel - 2,2 s (strefa zbiegana, Slovenia team ;)
II Vice-mistrz Świata 2009 small, sheltie - uwaga - ok. 3 s (strefa zatrzymywana, za ręką...)
Marcy Mantel & Wave, sheltie - 2.02 s (strefa zatrzymywana, 2o2o)
Wnioski? Cóż, sezon 2010 dla nas dobiegł końca, starty w zerówkach również. Przed nami pracowity okres treningowy. Cel - świadome strefy. Teśka jeszcze jest gówniarą, więc wszystko da się naprawic. Mam tylko świadomośc, że nigdy nie będę mogła miec stopro pewności, że Tesia zaliczy strefę na kładce. Ah, ten dreszczyk emocji towarzyszący agilitowym startom... ;)
*czasy mierzyłam kilkakrotnie stoperem z filmików, wybierając czas uśredniony. Swoją drogą, bawiłam się przy tym znakomicie, natrafiając na spektakularne porażki kładkowe zawodników światowej klasy ;) Skoro taka Pebbles czy La mogą skakac strefy, to czemu Teśka miałaby byc gorsza?
Subskrybuj:
Posty (Atom)