5 lutego 2010

Technika skoku

W związku z odrobiną wolnego czasu postanowiłam pomęczyć psy ćwiczeniami na technikę skoku. Zabrałam się do tego dosyć nieporadnie, bo po raz pierwszy. Na pierwszy ogień poszedł Dunio, któremu takie ćwiczenia są naprawdę potrzebne - skacze za wysoko, z dużym zapasem, marnując cenne sekundy. O ile zazwyczaj na treningach jest szalonym latającym psem, to w zimie, na śniegu, upakowany w ubranko, nie ma ochoty na takie szaleństwa. Podejrzewam więc, że ładne skoki wynikały nie z ćwiczeń - setpoint wg Susan Salo, a jedynie z niesprzyjających lataniu okoliczności. Tak czy siak, skakał poprawnie, co udało mi się uwiecznic na filmiku(do którego montażu nie mogę się zabrac...).

Potem zajęłam się Futrem, które, wyjąc w domu, usilnie domagało się uwagi. Tesia skacze od początku ładnie - myślę, że to zasługa tego, że od malusieńskości pokonywała przeszkody z tyczką leżącą na ziemi. Wysokości hopki rosła sobie stopniowo wraz z psem, więc nie mam powodów do narzekań. Mimo to przegoniłam ją parę razy, niech też coś ma z życia.
Tessowej przebiegi jakoś łatwiej mi było sklecic i tak narodził się ON - filmik upamiętniający dokonania futrzaka z dnia 4.02.2010.

4 lutego 2010

Zaspa po zaspie

Ostatni weekend spędziłam w najpiękniejszym mieście w Polsce, we Wrocławiu. Wypoczywałam, zwiedzałam, troszkę pobalowałam i popadłam w absolutny zachwyt. To z pewnością nie była moja ostatnia wizyta w tym mieście. Ale na razie moje plany na przyszłośc pozostają tajemnicą ;)

Jako że psy zostały w domku, rozleniwiły mi się strasznie. Stęskniłam się za nimi okrutnie, brakowało mi tego Tessowatego rozdartego pyska i Dusiowej mordki. Podczas drogi powrotnej myślałam tylko o moich potworach, spacerach i innych przyjemnych rzeczach związanych z zimą na wsi. Nie mogłam się doczekac, aż zabiorę je na dłuuugą wędrówkę po śnieżnych zaspach i pozwolę biegac do utraty tchu.

Jak planowałam, tak zrobiłam. Ba, nawet udało mi się udokumentowac częśc spaceru. Pierwszą częśc. Druga bowiem okazała się przeprawą na miarę eskimoskich wędrówek po Alasce. Wybraliśmy się na spacer tą samą trasą co zwykle, przekopując się przez zaspy śniegu. Początkowo spacerowaliśmy radośnie po drodze leśnej, biegając za piłką(psy) tudzież podziwiając widoki(ja). Postanowiłam wrócic niecodzienną trasą, wiodącą przez polanę często odwiedzaną przez sarny. Choc dośc często podążam ich śladami, mam świadomośc, że tereny, z którego my czerpiemy tyle radości, są dla nich schronieniem i miejscem, w którym powinny czuc się bezpiecznie. Przy takiej pogodzie psy nie są w stanie wyniuchac ani jednego zwierzęcia, nie mówiąc już o pogoni za sarną czy królikiem. Tak więc jesteśmy całkowicie nieszkodliwi dla leśnej fauny ;)

Droga, którą wracaliśmy okazała się całkowicie niemożliwa do pokonania. Zaspy sięgały mi do pasa, psy zakopywały się z kazdym ruchem coraz bardziej. Do tyłka Tess przyczepiały się kulki śniegowe nieziemskich rozmiarów, cięższe od niej samej. Aidka trudno było dojrzec pośród ogólnego zaśnieżenia. Majka bawiła się w słonika Jumbo, wachlując uszami przy każdym skoku. I tak pokonywaliśmy zaspę po zaspie, a końca nie było widac. Gdy w końcu udało nam się dotrzec na główną drogę, padnięte psiaki ledwo ruszały łapami...

Wymęczone i szczęśliwe spały do wieczora, łaskawie zwlekając się z kanap na kolację.

Tak oto spacerowaliśmy.

22 stycznia 2010

Tessie i strefki

W trakcie wieczorów zimowych i mroźnych, wymrażających wszystko na świecie, klikamy sobie trochę. Cwiczy głównie Tess - Aidek wyraża całym sobą kompletny brak chęci na zajmowanie się czymś innym niż spanie na kanapie. Ostatnio intensywnie zajmujemy się targetem, z tej prostej przyczyny, że postanowiłam cwiczyc strefy na target właśnie.
Załapała ideę targetowania podusi bardzo ładnie, cwiczymy sobie różne kombinacje - podusia na ziemi, na tapczanie, na deseczce. Robimy także odsyłanie do podusi i zmiany za psem. Jak wyklikamy to do perfekcji, zmontuję małej jakąś deseczkę do strefek prawdziwych.

Przykro mi jest troszeczkę, że Dunio tak zdziadział. To nasza pierwsza zima po kastracji i nie spodziewałam się, że tak bardzo się rozleniwi. Nie skaczemy tak często, pracowac ze mną nie chce, ba, nawet zdarza mu się spędzic całą noc w salonie, bo nie chce mu się wchodzic po schodach na górę. Na szczęście na widok piłki trochę się ożywia. Dyś nie wyobraża sobie życia bez NIEJ. Załamię się, jeśli nawet ONA nie będzie w stanie wywołac uśmiechu na jego terierkowym pyszczku...

20 stycznia 2010

Wiatr we włosach

Wcześniej wróciwszy do domu, udałam się na spacer z psami.
Zawiało mi twarz, grzywka zamarzła, a rzęsy się lekko oszroniły. Cholerna pogoda.

Jednakże, dzielnie brnęliśmy naprzód. Zauważono, co następuje:
- przewagę piłeczki z ogonkiem piszczącej nad rzutką z ogonkiem niepiszczącą ani trochę. Generalnie jest więc remis, bo ja wolę rzutkę. A to ja w tym stadzie pracuję na etacie dalekorzucacza.
- przewagę Dunia ubranego w sweterek nad Duniem w kombinezonie. Niezbyt odkrywcze, ale różnica jest powalająca. Okazuje się, że ten pies przestał byc inwalidą i przypomniał sobie, jak się biega. Z niewielką pomocą motywującej piłeczki, ale zawsze to coś ;)

Nie można bylo nie zauwazyc także nieprzyzwoitej ilości futra wyczesanej z Futra. Starczyło akurat na sweter i wypchanie dwóch poduszek, dobra sunia.
Zamarzamy.

17 stycznia 2010

Podsumowanie roku 2009

Długo już się zbieram, żeby ostatecznie pożegnac ostatni rok. Czas go zapuszkowac, wykopac dołek, wsadzic, zakopac i przywalic dużym kamieniem, bo ten nadchodzący będzie zapewne jeszcze lepszy!

Rok 2009 okazał się rokiem zmian. Znając życie, każdy następny przyniesie ich jeszcze więcej, ale to nie zmienia faktu, że w naszym życiu zaszła mała rewolucja. Pozwolę to sobie wszystko ladnie wypunktowac, co by się w tej burzy myślowej nie pogubic ;)

1. Gwiazdą wieczoru jest oczywiście Teciek. Mój mały, futrzany nadaktywny pastuch, który zdobył moje serce. Zresztą nie tylko moje - uwielbiają ją inni domownicy, sąsiedzi, znajomi, a kto jej nie poznał jeszcze, niech żałuje i pada na kolana! Bo nie dośc, że śliczna i puchata, to jeszcze taaaka mądra.
2. Przeprowadzka na burą wieś (no dobra, wcale nie taką burą... ;), która szybko awansowała na nasz prywatny raj na ziemi. Już sama nie wiem, kto jest bardziej zachwycony, czy ja, czy psiaki! Niemal każdego dnia czuję się jak w programie przyrodniczym, kiedy o poranku sarny prawie zagladają mi przez okno, a dziki po raz kolejny dobierają się do śmietnika, domagając sie najwyraźniej segregacji odpadów.
3. Zmiana klasy agility. No bo ileż można startowac w zerówkach, no nie? ;) Choc jeszcze dużo pracy przed nami, z nadzieją wyczekuję kolejnego sezonu.
4. Aidek - strata oprogramowania, czyli jajek. Wraz z jajkami stracił też trochę szybkości. Całą swoją energię i frustrację wkłada teraz w maltretowanie piłeczek, co jest akurat dosyc pożądane. Mamy motywację, a to pierwszy krok do sukcesu! ;)

29 grudnia 2009

Dzielny spaniel

Dusio mi się pochorował. O trzeciej w nocy obudził mnie nieziemski smród i dziwne odgłosy wydawane przez Aidka przebywającego pod łóżkiem. Cóż, posiadanie psa ma nie tylko zalety, ale i wady. Aidi koniecznie chciał mi dac mi to do zrozumienia, budząc mnie jeszcze dwa razy.
Na trening agility wybraliśmy się więc w nietypowym składzie, w składzie czysto suczym - Maja i Tess. Dziewczynki pobiegały sobie najpierw radośnie, Maja radośnie łapała piłkę, a Tecia jeszcze radośniej szczypała ją w kark. Torki były łatwe i przyjemne, Teciek po raz kolejny udowodnił mi, że tak naprawdę to ona nie jest psem, o nie! Ona jest pędzącym futrem. Głośnym, głuchym, pędzącym futrem na łapach czterech. Nie zaskoczyło mnie to szczególnie, ani nawet mi nie przeszkadza. Za każdym razem, gdy po raz kolejny pokonuje sekwencję hopka-hopka-tunel, a do tunelu można ją wysłac juz przy pierwszej hopce, jestem jej nawet za to wdzięczna. Wydawac by się mogło, ze przy zakrętach będą problemy, ale nie ma ich aż tak wiele. Mam powody, by byc dumna z mojego futra ;)
Pomimo tego, że po spanielu nikt się za wiele nie spodziewał, Majutek dawał z siebie wszystko. Jest strasznie nakręcona na piłę i dociera do niej mniej więcej, że skacze się przez hopkę, a nie przez moje nogi ;) Okazało się też, że Maja uwielbia talerzyki frisbee. Zatem będziemy pielęgnowac to uczucie. Spaniel czuje się jedynie trochę ograniczony tym, że w jednym spanielowym pysku mieści się tylko jeden dysk...

W ramach fascynacji spanielem: