Jeśli będąc przypadkiem w Szczecinie, zobaczycie gdzieś drobne stworzenie o obłąkanym spojrzeniu mruczące pod nosem "strefa, strefa", zapewne będę to ja, a te myśli w głowie nieuporządkowane to kładkowe refleksje.
Z Husse Agility Cup, który odbył się przy okazji chyba największej kynologicznej imprezy w Polsce wróciłam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony poczynania mojego suka zapierają mi dech w piersiach - skąd się ten burek wziął to ja doprawdy nie mam pojęcia. Z drugiej natomiast - zaczynam tracic zmysły martwiąc się o strefy. Określenie "szaleństwo" jest tutaj w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę obliczenia zamieszczone poniżej.
W związku z diametralną różnicą w sposobie pokonywania kładki na treningach i zawodach pokusiłam się o następujące porównania*:
Tesia - kładka:
na treningu - 2.4 s (zaliczona strefa)
na obozie - ok. 2 s (zaliczona strefa)
na obozie 2 - 1.67 s (bez strefy)
na zawodach - 1.9 s (bez strefy)
Mój pies rozpędza się z biegu na bieg. Na zawodach osiąga prędkości ponaddźwiękowe, znacznie wydłużając wykrok. Moim zdaniem, to jest główna przyczyna zawalania stref na zawodach.
Dla porównania:
Mistrz Świata 2009 small, sheltie - ok. 2 s (strefa zatrzymywana, coś w stylu 2o2o)
Vice-mistrz Świata 2009 small, pudel - 2,2 s (strefa zbiegana, Slovenia team ;)
II Vice-mistrz Świata 2009 small, sheltie - uwaga - ok. 3 s (strefa zatrzymywana, za ręką...)
Marcy Mantel & Wave, sheltie - 2.02 s (strefa zatrzymywana, 2o2o)
Wnioski? Cóż, sezon 2010 dla nas dobiegł końca, starty w zerówkach również. Przed nami pracowity okres treningowy. Cel - świadome strefy. Teśka jeszcze jest gówniarą, więc wszystko da się naprawic. Mam tylko świadomośc, że nigdy nie będę mogła miec stopro pewności, że Tesia zaliczy strefę na kładce. Ah, ten dreszczyk emocji towarzyszący agilitowym startom... ;)
*czasy mierzyłam kilkakrotnie stoperem z filmików, wybierając czas uśredniony. Swoją drogą, bawiłam się przy tym znakomicie, natrafiając na spektakularne porażki kładkowe zawodników światowej klasy ;) Skoro taka Pebbles czy La mogą skakac strefy, to czemu Teśka miałaby byc gorsza?
17 sierpnia 2010
11 sierpnia 2010
PPA Legnica 2010
Płatająca pogodowe figle Legnica wywołuje u mnie przemiłe wspomnienia związane z Aidkowym debiutem. Po ostatnim weekendzie także związane z Teśkowym... wice-debiutem ;)
Tesiek, wylansowany po obozie z wypasionym trenerem, zdecydował się na podbój wszechświata. Intensywnie pchała się na podium, pomimo tego, że w sobotnim biegu pańcia strasznie chciała jej zepsuc strefkę ;) a w niedzielę stwierdzila, że ona generalnie strefek do szczęścia nie potrzebuje. No i miała rację... Na sześc biegów - każdego dnia A0 i dwa jumpingi - wszystkie miały miejsca podiumowe. Przywiozłyśmy do domu super szarpaczki, smakołyczki i słodkie medale z odciśniętą łapką.
Pomimo strefkowo-kładkowego przygnębienia zawody były naprawdę sympatyczne. Owszem, było mokro, owszem, błotka też trochę było, ale nie spotkałam ani jednego zawodnika, któremu deszczowe apogeum popsułoby humor ;) Nawet wtedy, gdy niektóre psy stanowczo odmawiały pokonywania toru, chowając się w tunelach ("pańcia, jak chcesz to biegnij dalej, ja tu poczekam..."). To właśnie jest jedna z magicznych rzeczy związanych z agility, które dostrzegasz jeżdżąc na zawody - czy się topisz w błocie, czy smażysz w upale, i tak cały czas bawisz się doskonale.
Dziwnie jest znowu biegac w zerówkach, gdzie cała sztuka prowadzenia psa na torze opiera się na zapierdzielaniu przed siebie, co zresztą widac po oszałamiającej prędkości mojego suka, wynoszącej ponad 5 m/s. Mój agilitowy móżdżek stanowczo oddzielił sobie openy od zerówek. By przekroczyc tą magiczną granicę, muszę opanowac kładkę - a właściwie sukę na kładce i nauczyc Teśkę zawijac się jak naleśnik wokół odkosów - czytaj "ciasne skręty". A potem nastanie sezon na Teśkę!



Moja fotorelacja tu.
Tesiek, wylansowany po obozie z wypasionym trenerem, zdecydował się na podbój wszechświata. Intensywnie pchała się na podium, pomimo tego, że w sobotnim biegu pańcia strasznie chciała jej zepsuc strefkę ;) a w niedzielę stwierdzila, że ona generalnie strefek do szczęścia nie potrzebuje. No i miała rację... Na sześc biegów - każdego dnia A0 i dwa jumpingi - wszystkie miały miejsca podiumowe. Przywiozłyśmy do domu super szarpaczki, smakołyczki i słodkie medale z odciśniętą łapką.
Pomimo strefkowo-kładkowego przygnębienia zawody były naprawdę sympatyczne. Owszem, było mokro, owszem, błotka też trochę było, ale nie spotkałam ani jednego zawodnika, któremu deszczowe apogeum popsułoby humor ;) Nawet wtedy, gdy niektóre psy stanowczo odmawiały pokonywania toru, chowając się w tunelach ("pańcia, jak chcesz to biegnij dalej, ja tu poczekam..."). To właśnie jest jedna z magicznych rzeczy związanych z agility, które dostrzegasz jeżdżąc na zawody - czy się topisz w błocie, czy smażysz w upale, i tak cały czas bawisz się doskonale.
Dziwnie jest znowu biegac w zerówkach, gdzie cała sztuka prowadzenia psa na torze opiera się na zapierdzielaniu przed siebie, co zresztą widac po oszałamiającej prędkości mojego suka, wynoszącej ponad 5 m/s. Mój agilitowy móżdżek stanowczo oddzielił sobie openy od zerówek. By przekroczyc tą magiczną granicę, muszę opanowac kładkę - a właściwie sukę na kładce i nauczyc Teśkę zawijac się jak naleśnik wokół odkosów - czytaj "ciasne skręty". A potem nastanie sezon na Teśkę!
Moja fotorelacja tu.
10 sierpnia 2010
Los Jeziorkos
Pierwszy tydzień sierpnia spędziłyśmy z Teśką w malowniczych Jeziorkach, agilitując się bez umiaru pod czujnym okiem Nigela Stainesa zza Morza Północnego ;) Choc ów obóz chciałam określic słowem "udany", dochodzę do wniosku, że to zdecydowanie za mało barwne wyrażenie. Trudno podsumowac tak wspaniały i obfity we wskazówki szkoleniowe wyjazd.
Nigel jest naprawdę świetnym szkoleniowcem - nie tylko ze względu na wiedzę i umiejętności dzielenia się nią. Zaimponował mi indywidualnym podejściem do uczestników - pamiętał każdego ludzia, każdego czworonoga i problemy, z jakimi zmagała się każda para ;) Poza tym motywował, radził, dostrzegał postępy. Na każdym treningu, bez względu na porę dnia, był uśmiechnięty i zapałem krzyczał "well done!" po udanym cwiczeniu. Treningi były więc zarówno owocne, jak i sympatyczne :)
Sympatycznie było również poza treningami :) Miło było spędzic czas z grupą ludzi o podobnym bziku agilitowym, którzy każdego dnia udowadniali, że sen wcale nie jest niezbędny do szczęścia. Było za to wszystko to, bez czego porządny psiarz obejśc się nie może - spacery, zdjęcia i długie psiarzy rozmowy ;) Oprócz tego bonusy takie jak nieprzyzwoite osły i ich nocne życie, kubeczek z uroczym napisem, przyspieszony kurs języka polskiego oraz inne atrakcje, które zmuszają mnie do złożenia obietnicy, że wracamy za rok. Koniecznie!!!
Plan cwiczeniowy na sukę opracowany. Foundation, foundation...


Nigel jest naprawdę świetnym szkoleniowcem - nie tylko ze względu na wiedzę i umiejętności dzielenia się nią. Zaimponował mi indywidualnym podejściem do uczestników - pamiętał każdego ludzia, każdego czworonoga i problemy, z jakimi zmagała się każda para ;) Poza tym motywował, radził, dostrzegał postępy. Na każdym treningu, bez względu na porę dnia, był uśmiechnięty i zapałem krzyczał "well done!" po udanym cwiczeniu. Treningi były więc zarówno owocne, jak i sympatyczne :)
Sympatycznie było również poza treningami :) Miło było spędzic czas z grupą ludzi o podobnym bziku agilitowym, którzy każdego dnia udowadniali, że sen wcale nie jest niezbędny do szczęścia. Było za to wszystko to, bez czego porządny psiarz obejśc się nie może - spacery, zdjęcia i długie psiarzy rozmowy ;) Oprócz tego bonusy takie jak nieprzyzwoite osły i ich nocne życie, kubeczek z uroczym napisem, przyspieszony kurs języka polskiego oraz inne atrakcje, które zmuszają mnie do złożenia obietnicy, że wracamy za rok. Koniecznie!!!
Plan cwiczeniowy na sukę opracowany. Foundation, foundation...
30 lipca 2010
Lassie, wróc... (na tor)
Ponadczasowa Lassie, Pies, Który Jeździł Koleją, pierwszy wojak RP Szarik i wiele innych, charakterystycznych dla poszczególnych narodów, psich osobowości. Ludzie uwielbiają pokazywac w mediach te dzielne psy, przeprowadzające brawurowe akcje poszukiwawcze, zawsze warczące na filmowy czarny charakter. Z jednej strony, ciągłe udowadnianie niezastąpionej pozycji psa w społeczeństwie (najlepszy przyjaciel człowieka, sweet), może byc męczące i tandetne. Lecz zdecydowanie milej słucha się wiadomości o psie asystencie, który ostrzegł właściciela o zbliżającym się ataku padaczki niż o kolejnym 'pitbulu', który zagryzł niemowlaka.
Agilitowcy nie potrzebują medialnych informacji o niesamowitym oddaniu i poświęceniu, o nadzwyczajnej pasji, z jaką psom służą człowiekowi. Wystarczy pojechac na European Open - Otwarte Mistrzostwa Europy. I załatwic troszkę chmur i jakąś tonę deszczu. A najlepiej kilka ton.
Dla niewtajemniczonych - filmik obrazujący ekstremalne agilitowe szaleństwo:
Agilitowcy nie potrzebują medialnych informacji o niesamowitym oddaniu i poświęceniu, o nadzwyczajnej pasji, z jaką psom służą człowiekowi. Wystarczy pojechac na European Open - Otwarte Mistrzostwa Europy. I załatwic troszkę chmur i jakąś tonę deszczu. A najlepiej kilka ton.
Dla niewtajemniczonych - filmik obrazujący ekstremalne agilitowe szaleństwo:
14 lipca 2010
Szukam sponsora
Że jestem agilitową wariatką, to chyba wiedzą wszyscy, no, może z wyjątkiem mojej babci, która marzy, że kiedyś zobaczy mnie w roli prowadzącej Teleexpress. Chociaż może nie jestem doświadczonym zawodnikiem, bo siedzę w tym dopiero od lat kilku, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dużo patrzę, czytam i słucham, bo wiem, jak wiele muszę się jeszcze nauczyć. I w końcu - w to, co robię, wkładam mnóstwo serca, wierzę w mojego psa i codziennie powtarzam mu, że jeśli o mnie chodzi, to codziennie wygrywa konkurs na Najlepszego Psa, Który Się Dziś Obudził.
Czy po tej krótkiej autoprezentacji znajdą się jacyś chętni by kupic mi piękną drewnianą kładkę? Taką śliczną, najlepiej niebieską? W pakiecie najlepiej z magnesami na strefach, co by mi fruwający pies zaliczał, ale nie jest to niezbędne :)
Jeśli jesteś chętny, wyślij sms o treści KŁADKA...
Czy po tej krótkiej autoprezentacji znajdą się jacyś chętni by kupic mi piękną drewnianą kładkę? Taką śliczną, najlepiej niebieską? W pakiecie najlepiej z magnesami na strefach, co by mi fruwający pies zaliczał, ale nie jest to niezbędne :)
Jeśli jesteś chętny, wyślij sms o treści KŁADKA...
7 lipca 2010
Mamo, napraw mi psa
Niejednokrotnie na komplementy dotyczące mojego Tesiaka odpowiadałam "Tak, jest świetna, tylko boję się, że ją sobie popsuje". Po ostatnich zawodach mam kilka przemyśleń i z niepokojem stwierdzam, że niektóre wyczyny Futra ocierają się o agilitowe zepsucie.
Miałam nadzieję, że nie będę musiała tego pisac, ale strefy nam troszkę leżą. Tylko troszkę, bo na treningowym torku rozłożonym przy ringu głównym Tesia miała 100%. Myślę, że zryła strefę na kładce z nakręcenia, a jak nie od dziś wiadomo - nakręcony pies zazwyczaj przestaje myślec. Obawiam się, że podczas przebiegów trudno jest jej opanowac się na tyle, by w tą strefę trafic. Martwi mnie to niezmiernie, bo nie ma nic gorszego, niż wymaganie od psa zatrzymywania na strefie, gdy dotychczas uczony był zbiegania. Tylko z moich obserwacji wynika, że Tesia zupełnie inaczej pokonuje pojedyncze przeszkody, a inaczej sekwencje - o ile w krótkich pamięta o kładce, w długich ma już z tym problem, a w przebiegu sobotnim kładka była przedostatnią przeszkodą.
Mam totalny mętlik w głowie, co kwadrans zmieniam zdanie co do sposobu pokonywania kładki, czuję się absolutnym żółtodziobem i nie chcę podejmowac takich decyzji. Przeklinam swój pomysł na uczenie zbieganych ("to przecież taki mały pies..."), fakt, że mieszkam na zadupiu i brak doświadczenia. Chciałam się wstrzymac z decyzją do obozu, ale to jeszcze kupa czasu i nie chcę go marnowac. Inna sprawa, że nie i tak nie mamy gdzie cwiczyc stref.
Więc zanim tupnę nóżką i zrobię naburmuszoną minkę napiszę jeszcze optymistycznie - Tesia jest młoda. Jeszcze mamy czas. Jeszcze wszystko da się naprawic...
Miałam nadzieję, że nie będę musiała tego pisac, ale strefy nam troszkę leżą. Tylko troszkę, bo na treningowym torku rozłożonym przy ringu głównym Tesia miała 100%. Myślę, że zryła strefę na kładce z nakręcenia, a jak nie od dziś wiadomo - nakręcony pies zazwyczaj przestaje myślec. Obawiam się, że podczas przebiegów trudno jest jej opanowac się na tyle, by w tą strefę trafic. Martwi mnie to niezmiernie, bo nie ma nic gorszego, niż wymaganie od psa zatrzymywania na strefie, gdy dotychczas uczony był zbiegania. Tylko z moich obserwacji wynika, że Tesia zupełnie inaczej pokonuje pojedyncze przeszkody, a inaczej sekwencje - o ile w krótkich pamięta o kładce, w długich ma już z tym problem, a w przebiegu sobotnim kładka była przedostatnią przeszkodą.
Mam totalny mętlik w głowie, co kwadrans zmieniam zdanie co do sposobu pokonywania kładki, czuję się absolutnym żółtodziobem i nie chcę podejmowac takich decyzji. Przeklinam swój pomysł na uczenie zbieganych ("to przecież taki mały pies..."), fakt, że mieszkam na zadupiu i brak doświadczenia. Chciałam się wstrzymac z decyzją do obozu, ale to jeszcze kupa czasu i nie chcę go marnowac. Inna sprawa, że nie i tak nie mamy gdzie cwiczyc stref.
Więc zanim tupnę nóżką i zrobię naburmuszoną minkę napiszę jeszcze optymistycznie - Tesia jest młoda. Jeszcze mamy czas. Jeszcze wszystko da się naprawic...
5 lipca 2010
PPA Kozłów
Właściwie tytuł powinien brzmieć - Puchar Polski Agility Kozłów, czyli najlepsze zawody ever ;)
Świetna atmosfera, super zabawa, chill na ringu i poza nim, czyli idealne warunki do Tesiowego debiutu. Dzielna suka dała radę - w prawie wszystkich biegach wykręciła najlepszy czas, udało jej się załapac na podium, wygrała karmę, która nijak nie chciała się zmieścic do gigantycznego plecaka. Niestety, brak możliwości regularnych treningów na strefówkach dał o sobie znac w dośc bolesny sposób - w sobotę Tesia nie zaliczyła strefy na kładce, co postanowiłam poprawic (detka), a w niedzielę postanowiła troszeczkę pofruwać i przeskoczyła strefę na palisadzie. Ponadto trafiła nam się zrzutka, co mnie troszeczkę zdziwiło, ale przemiły sędzia wyjaśnił mi, na czym polegał mój (a jakże by inaczej ;) błąd. W ogóle sędzia był bardzo sympatyczny i udzielił mi wielu przydatnych rad, zasugerował, co warto by było poćwiczyć. Suka mu się podobała, zresztą nie tylko jemu - usłyszałam na temat Tesi wiele dobrego, co było niesamowicie miłe.
Zrobiłam mnóstwo zdjęć, zawiązałam znajomości północno-południowe, bawiłam się na nocnej tuneliadzie, zmieniłam kolor - najpierw był troszeczkę buraczany, ale dzisiaj powoli wraca do normy, podniosłam niezliczoną ilośc tyczek. Mówiąc krótko i zwięźle - razem z Tesią miałyśmy cudowny weekend, który chętnie kiedyś powtórzymy ;)
Świetna atmosfera, super zabawa, chill na ringu i poza nim, czyli idealne warunki do Tesiowego debiutu. Dzielna suka dała radę - w prawie wszystkich biegach wykręciła najlepszy czas, udało jej się załapac na podium, wygrała karmę, która nijak nie chciała się zmieścic do gigantycznego plecaka. Niestety, brak możliwości regularnych treningów na strefówkach dał o sobie znac w dośc bolesny sposób - w sobotę Tesia nie zaliczyła strefy na kładce, co postanowiłam poprawic (detka), a w niedzielę postanowiła troszeczkę pofruwać i przeskoczyła strefę na palisadzie. Ponadto trafiła nam się zrzutka, co mnie troszeczkę zdziwiło, ale przemiły sędzia wyjaśnił mi, na czym polegał mój (a jakże by inaczej ;) błąd. W ogóle sędzia był bardzo sympatyczny i udzielił mi wielu przydatnych rad, zasugerował, co warto by było poćwiczyć. Suka mu się podobała, zresztą nie tylko jemu - usłyszałam na temat Tesi wiele dobrego, co było niesamowicie miłe.
Zrobiłam mnóstwo zdjęć, zawiązałam znajomości północno-południowe, bawiłam się na nocnej tuneliadzie, zmieniłam kolor - najpierw był troszeczkę buraczany, ale dzisiaj powoli wraca do normy, podniosłam niezliczoną ilośc tyczek. Mówiąc krótko i zwięźle - razem z Tesią miałyśmy cudowny weekend, który chętnie kiedyś powtórzymy ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)