5 lipca 2009

Wiejskie życie

Ostatni miesiąc to nieustanne podróżowanie między mieszkankiem w Sz-nie a domem w Wołczkowie. Po drodze wpadam oczywiście na treningi, do sklepów budowlanych, ogrodniczych i (nieskutecznie) próbuję zahaczyć o fryzjera i sklep z butami. Cóż, może w tym tygodniu mi się uda?

Wczoraj pogoda okazała się być dla nas wyjątkowo wredna. Byliśmy sobie grzeczniutko raniutko na agility("my" czyli ja, Aidi, Tess i Nikon), poskakaliśmy ładnie, porobiliśmy fotki, ponarzekaliśmy na upały, podyskutowaliśmy, aż w końcu nadszedł czas rozstania. Udaliśmy się grzecznie na PKS, gdyż weekendy całkowicie poświęcamy na prace ogrodniczo/wykończeniowe. Wsiedliśmy, skasowaliśmy bilet(!) i zajęliśmy wolne miejsce. Podróż autobusem podmiejskim do naszej wsi nie trwa wcale tak długo, coś ok. 15 minut. Przez te kilkanaście minut prażyło słoneczko, więc mimo wszystko nie jechało nam się przyjemnie. Naciskając "stop" odetchnęłam z ulgą. Radośnie wypakowaliśmy się na zewnątrz.
Po chwili lunął deszcz.

Nie mżawka, nie delikatny letni deszczyk. To była ulewa, oberwanie chmury. Aidi zmókł jak kura w mgnieniu oka, Tesię, biedne dziecko, które jeszcze deszczu takiego nie widziało, złapałam pod pachę, Nikosia okryłam jego przeciwdeszczowym płaszczykiem i zaczęłam biec jak głupia przez pole. Buty przemokły mi po kilkunastu sekundach, zresztą nic dziwnego, skoro chodnikiem, a potem ścieżką, płynęła woda. Także ubranie było całkowicie przemoczone. Biegnąc, wpadłam w jakieś pokrzywy i osty. Pomyślałam tylko "tak się tworzą powodzie".

Zdążyłam wpaść do naszego domku, wytrzeć psiaki i się przebrać, a przestało padać. Potem wyszło słoneczko, psiaki się wysuszyły, gdzieś koło nas przechodziły burze, ale więcej nie padało.

Tak zmokła Teska, która, jak się okazało, wcale nie jest taka ładna bez kłaków:

Image and video hosting by TinyPic

Ale ona ogólnie wchodzi teraz w taki okres brzydkiego kaczątka.
Image and video hosting by TinyPic


Potem poszłam z piesami trzema na spacer, Majka jak zwykle bawiła się w modelkę, Aidi udawał, że go tam nie ma, a Tess, jak to Tess - biegała w kółko i się darła.

Majka schowana

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Duniu

Image and video hosting by TinyPic

2 lipca 2009

Chwilowa niedyspozycja

Jak to bywa w przypadku korzystania z antycznego sprzętu komputerowego, znów zachorowała mi jakaś część elektroniczna, ponoć bardzo istotna, dla mnie jednak istotne było tylko to, że zostałam bez komputera. Ponownie. Na długo. Na dwa długie tygodnie. A przez te dłuuuugie tygodnie zdarzyło się:

- wystawa. MWPR Szczecin jak zwykle tłoczna, zaskakująco ciepła i owocna, przynajmniej dla mnie i dla psów mi znajomych. Po ringu ponownie biegałam z prt, Impulsem, zdobyłam w pięknym stylu Najlepsze Szczenię w Rasie i właściwie nic poza tym, ale bardzo dobrze mi się z nim szło, więc jestem zadowolona. NSwR to też w końcu coś. No ale jak taki piękny piesek mógł nie wygrać, no jak?

- seminarium frisbee z Darkiem Radomskim. [był Ulfi, Ulfi! ] Duuuużo wiedzy, rzucania, technik i pozytywne wrażenia. Było bardzo sympatycznie, sporo się dowiedziałam i uważam, że najepsze, co może zrobić taki żółtodziób we frisbee jak ja, to pójście na takie właśnie seminarium. Dużo pracy z ludźmi, z czego się ogromnie cieszę, bo to ja się miałam czegoś nauczyć. Zresztą Dunio odstawił oczywiście focha w swoim stylu i Darek delikatnie stwierdził, że mistrzami to my nie zostaniemy... Dusiak i tak jest mistrzem sam w sobie, więc talerzyki mu do szczęścia nie potrzebne.

- Tessulek Myszulek ma trzy miesiące! To bardzo poważny wiek. Z każdym dniem coraz bardziej się zakochuje w tej cudownej rasie, jaką jest sheltie. Jeśli tylko nie trafisz na rąbniętego psychicznie psa, może to być idealny towarzysz, naprawdę. A przy tym inteligentny i do roboty. I śliczny. Ideał!

16 czerwca 2009

Zawody Agility Frankfurt/O

Podczas gdy polscy agilitomaniacy bawili się na Międzynarodowym Pucharze Ras, klub HOP Szczecin wybrał się na Zawody Agility we Furstenbergu(czyli w dziurze pod Frankurtem/O). Wyruszyliśmy troszkę mniejszą ekipą, ale i tak wyjazd był bardzo udany. Troszkę pucharków, fotek, mnóstwo zabawy i pozytywne wrażenia.

Pierwszego dnia zajęliśmy dwa razy 2 miejsce i otrzymaliśmy 2 oceny bdb. W A1 mieliśmy jedną odmowę przed salomem, Duś zaczął się krztusić i wszedł złą stroną. W jumpingu jeden błąd... w slalomie. Byłam także krok od pomylenia ostatniej sekwencji przeszkód, dobrze, że jakoś w porę udało mi się pokonać stres i poprowadzić Aidka poprawnie. Wyprzedził nas totalnie nakręcony border terrier, który drugiego dnia okazał się być nie do opanowania... Dzięki temu udało nam się drugiego dnia zdobyć 1 miejsce i ocenę doskonałą! Ponadto był to bieg na czysto i w normie czasu, tak więc, na pierwszych zawodach w A1, udało nam się zdobyć pierwszą łapkę do A2!!!
Ten Dusiowy przebieg można obejrzeć tutaj dzięki Piotrkowi :)

Nie pobiegliśmy drugiego dnia jumpingu, bo Aiduś przed drugą przeszkodą się poślizgnął i zaczął kuleć. Przestraszyłam się, wzięłam mojego bohatera na ręce i zabrałam go z toru. Zaprzyjaźniony Niemiec biegający z papillonem(zaprzyjaźniony, bo jedyny anglojęzyczny) od razu podbiegł i zaprowadził nas do wetki. Obejrzała Dunia i stwierdziła, że nic mu się nie stało. Dusiek przestał kuleć w momencie gdy zobaczył piłkę. Kocham to prosię.

9 czerwca 2009

Szczenięce pomysły

Do listy Teskowych funkcji mogę z powodzeniem dodać odkurzacz. Mała dokładnie zgarnia wszystko, co znajdzie się na podłodze w domu, a także, o zgrozo!, na ziemi. Szczególnie upodobała sobie zakrętki i kapselki, a także pety. Jakoś tak patologicznie, przecież ona nieletnia!

Jakby tego było mało, dziś postanowiła znaleźć mi zajęcie na popołudnie i powód do zmartwień. Wpakowała się w farbę, i to nie byle jaką, bo olejno-fasadową. Przerażona poleciałam to zmywać pod kran, oczywiście z marnym rezultatem. Zaczęłam dzwonić do różnych ludzi, którzy w moim mniemaniu, mogliby o farbach i plamach z farby mieć jakieś pojęcie. Podczas gdy uzyskiwałam coraz to dziwniejsze porady na temat prania zafarbowanego psa, Tesia nieco zdezorientowana siedziała w zlewie, trzęsąc kuprem. Próbowałam pasty bhp, zmywacza do paznokci, zrezygnowana użyłam pożyczonego od sąsiada rozpuszczalnika. Udało mi się usunąć farbę, obawiałam się jednak, że mała może mieć podrażnioną skórę. Tesia zaliczyła więc dziś swoją pierwszą kąpiel lewej strony ciała. Na prawą jeszcze przyjdzie czas.

Pilnowałam potem, żeby się nie lizała, nie skubała, nie wąchała. Bałam się, że się potruje, zagazuje, lub coś w tym guście. Wyniosłam moje malutkie skrzywdzone biedactwo na krótkie siku. 'Krótkie siku' okazało się prawie godzinnym spacerem, podczas którego Tess bez przerwy biegała wokół Aidka z piskliwym ujadaniem. Biedactwo.



Dzisiejszym wyczynem Tesia uzyskała oficjalny tytuł Małej Cholery.

A Aidi wciąż myśli, że jest kocią skórką...

8 czerwca 2009

Teska jest wielofunkcyjna

Jestem pod dużym wrażeniem wielofunkcyjności mojego psa. Tak krótko się znamy, a poznałam już masę jej zainteresowań. Tess bowiem jest:
- fryzjerką. Uwielbia mnie czesać i wymyśla coraz to dziwniejsze fryzury, oczywiście skutecznie usiłuje zniszczyć gumki do włosów, uważa bowiem, że w rozpuszczonych wygląda się atrakcyjniej.
- ogrodniczką, i to całkiem niezłą podobno. Niestety, nie podobają jej się moje koncepcje roślinne, każdy kwiatek musi być przesadzony(lub ewentualnie zjedzony).
- drwalem, ale akurat to mi się całkiem podoba, bo aportuje ładnie
- szewcem, tylko w drugą stronę
- masażystką, specjalizuje się w masażu relaksacyjnym. Najbardziej zdecydowanie podoba się to Aidiemu, Tesia intensywnie po nim drepcze, a on, w ramach relaksu oczywiście, suszy ząbki.
- mopem. Zasada na jakiej działa Tessomop jest bardzo prosta - pies przyczepia się do nogawki, próbujesz odczepić psa, pies się trzyma, ty psem majtasz, a podłoga się zamiata!



Myślę, że na tym się nie skończy.

Aa, Aidi od paru dni myśli, że jest kocią skórką -.-'


7 czerwca 2009

Teska spacerowa

Zawsze sobie wyobrażałam jak spaceruję po łąkach i lasach a wokół mnie biega moje własne osobiste stadko. Moje wyimaginowane psy zwiedzały okolice wraz ze mną, węsząc i szukając jeszcze bardziej wyimaginowanej zwierzyny. Tess jest z nami od dwóch tygodni a ja już widzę, jaką miałam bujną wyobraźnię...

Z psami sztuk dwie na długi spacer się iść nie da. Na krótkie siku owszem, na smyczy... no, może, z dwoma rozsądnymi dorosłymi - też raczej tak. Ale nie z takim Aidim i nie z taką Tesią. Pies z jeszcze nieodkrytym zespołem upośledzenia i mały szczyl. Nie no, idealnie ;)

Teska ślicznie pracuje na dworze, pod warunkiem, że jesteśmy same. Ładnie przychodzi, siada, aportuje już też, nawet zaczyna zostawać. W momencie, gdy dołącza do nas Duś, traci rozum. I to nie to, że ja od niej wymagam wielkich postępów w nauce przy Aidku, kiedy ona woli się z nim bawić. Gdy ją wołam, ten mały szczoch leci i siada przed Aidim, prawdopodobnie oczekując od niego kliknięcia, smakołyka i pochwały. Powodzenia :}

Uwielbiam też to, że ona mnie zagania. Idziemy sobie spokojnie, a mała zaczyna popylać za mną zygzakiem. W jedną, w drugą, szczek, w jedną, drugą, szczek. Wszystko fajnie, tylko zdarza się jej to podczas nauki chodzenia na smyczy! Trzymam wtedy smycz nad sobą w górze i macham w jedną i w drugą. Wygląda to całkiem jak jakieś rodeo ;) Tylko konia brakuje...

5 czerwca 2009

Małe futrzaste

Dobra, przestaję się maskować. Od dwóch tygodni jest z nami Tess - szelciak, śniade futro, które w przyszłości(mam nadzieję) będzie podbijać agilitowe parkury ;)

A tak na serio - sprawiłam sobie nowego dzieciaka, mała jest po mamusi sportowej i ładnym tatusiu. Z wstępnych obserwacji wynika, że jest bystra i szybko się uczy. Jest najśmielszą dziewczynką z miotu, choć wciąż trochę obawiam się tej 'wrażliwości' sheltie.

Na razie skupiamy się na socjalizacji, socjalizacji i jeszcze na socjalizacji. Mała odwiedza sklepiki, place zabaw, poznaje ludzi. Na treningi na razie jej nie zabieram - ćwiczymy na terenie, gdzie bywa w tym samym czasie PT, jeszcze ją coś zje niechcący, albo podepcze ;)

Ciii, nikt nie kojarzy, że mała ma kwarantannę. Kwarantanna kwarantanną, ale potem pies mi będzie szczał ze strachu na ulicy, i co ja wtedy zrobię? Aidek też szczególnie izolowany nie był i, proszę, jakie mi zdrowe bydle wyrosło.


Potwory i spółka.


Mały zdolny paskud. Nauczyłam ją już siadać, reagować na imię, chodzić na smyczy i czesać. Proszę się nie śmiać z tych ostatnich - najwięcej problemów mamy z dotykaniem itp, bo to straszna histeryczka :}